Przez całą podróż para spała w swoich objęciach, a manager wykonywał ostatnie, niezbędne przed wylotem telefony. Był cudowny poranek, długie promienie słońca wpadały przez zaciemnione szyby samochodu odbijając się od jak zwykle nieuczesanych włosów chłopaka sprawiając, że wydawały się złote.
-Pobudka! Już jesteśmy na lotnisku-wykrzyczał na cały samochód Stuart-Robaczki zobaczycie dzisiaj będzie dobry dzień!
-Tak, tak czuje, że mój humor stanie się niesamowicie dobry jak tylko zobaczę Ninę-powiedział z przekąsem Teddy.
-Ed ubierz czapkę, kaptur i okulary bo wchodzimy głównym wejściem, a jesteśmy już prawie spóźnieni, nie chciałbym aby ktoś Cie poznał bo nie mamy czasu na zdjęcia. Em ty pójdziesz ze mną na wszelki wypadek-dodał wyciągając z bagażnika walizki.
-Czyli nie będziemy lecieć prywatnym samolotem, a nagie hostessy nie będą podawały nam drinków z parasolkami?-dziewczyna wygięła dolną wargę w podkówkę, a po chwili wybuchła śmiechem.
-Niestety nagich dziewczyn nie będzie, chociaż podróż nie będzie taka straszna bo mamy miejsca w klasie VIP.
-Wolałbym już lecieć ekonomiczną przynajmniej nie czuł bym się tak drętwo-powiedział Ed.
Nagle, szybkim krokiem dołączyła do nich Nina i jej "przyjaciel". Dziewczyna wyglądała prześlicznie miała na sobie krótkie czerwone spodenki z wysokim stanem, czarny top, a jej bagaż dźwigał towarzyszący jej mężczyzna.
-To jest Mark-wskazała na niego- a to Stu, Ed i...właściwie jak się nazywasz kochanie?-zapytała przesłodkim tonem patrząc na Emmę.
-Em, jest moją dziewczyną-odpowiedział rudzielec zanim ona zdążyła otworzyć usta.
-Świetnie, miło mi jestem Nina. Była dziewczyna Eda-wyciągnęła rękę w kierunku blondynki.
Jednak ta wyminęła ją obrzucając lodowatym spojrzeniem i mówiąc:
-A myślałam, że on Cie tylko pieprzył.
Ed i Stuart wybuchnęli śmiechem, Mark czuł się zażenowany, a twarz Niny miała w tej chwili identyczny kolor co jej spodenki. Przez większą cześć lotu dziewczyna wpatrywała się w okno, a Mark próbował ją pocieszyć. Za to pozostała trójka w świetnych nastrojach żartowała i planowała kolejne tygodnie.
-Nie przypuszczałem, że masz takie cięte riposty. No, no ale nasza mała elfica nie pokazała wszystkiego na co ją stać więc uważaj na siebie-w pewnym momencie powiedział manager.
Niespodziewanie samolot zaczął się trząść, wyświetlił się komunikat nakazujący zapięcie pasów, a do uszu pasażerów doszedł głos pilota: "Proszę państwa mamy pewne problemy z maszyną, proszę o zachowanie spokoju i pozostanie na swoich miejscach".
-Czy wspominałam o tym jak bardzo nie lubię latać?-Em wyszeptała prosto do ucha Eda łapiąc go mocno za dłoń.
-Nie bój się, wszystko będzie dobrze nie pozwolę by coś Ci się stało-chłopak był bardzo opanowany, a w jego oczach można było wyczytać pewność wypowiadanych słów.
Każda minuta dłużyła się w nieskończoność, a samolot leciał spokojnie by po chwili znów wyrywać się z pod kontroli pilotów, cała sytuacja powtarzała się kilkukrotnie. Osoby na pokładzie zaczęły zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji. Po chwili znów usłyszeli pilota: "Proszę przygotować się do lądowania awaryjnego, załoga za chwilę przypomni zasady ewakuacji".
-Nie możemy się rozbić, takie sytuacje mają miejsce tylko w filmach, nie ma się co denerwować-mówiła pod nosem blondynka instynktownie ściskając dłoń swojego chłopaka.
Niespodziewanie samolot zaczął się raptownie zniżać, przechylając się niebezpiecznie na prawe skrzydło, wtedy ktoś krzyknął: "Głowa do kolan, ręce na kostki". Następne wydarzenia działy się niesamowicie szybko, dla piątki naszych bohaterów było to niczym kadry z filmu. Machinalne przyjęcie pozycji, zarejestrowanie przerażającej ciszy wśród podróżujących, przerażające uderzenie w ziemię, trujący dym wypełniający kabinę i ciemność.
*Emma*
Czułam ogromny ból. Nie było miejsca które czuło się dobrze, bolały mnie ramiona, plecy, nogi, a najbardziej głowa. Słyszałam różne niewyraźne szmery i gwizdy. Starałam otworzyć oczy jednak próby były tylko próbami. Nic mi się nie udawało. Spróbowałam ponownie, ale nadal nic się nie wydarzyło. Starałam się rozluźnić.
Cicho Emma-powtarzałam sobie w myślach.-Najpierw przypomnij co się stało. Ale właśnie.. Co się stało? Samolot. Ręka Eda. Turbulencje. Głos jednego z pilotów, ostrzegał przed czymś. Polecenie zapięcia pasów. Wzmocnienie uścisku między moją a Eda dłonią. Jego pewny wzrok, ale pusta obietnica, że nie wydarzy się złego. Wszyscy siedzieli z głową przy udach, z rękoma przylepionymi do swoich kostek u nóg. Wychyliłam się lekko. Zobaczyłam Ninę. Miała słuchawki na uszach, oczy
zamknięte, siedziała wyprostowana. Nie była świadoma tego, co się dzieje. Chciałam krzyknąć do niej, ale nic nie wyleciało z moich ust. Tylko schyliłam się mocniej i zacisnęłam oczy tak, że czułam jak moje oczy chcą łzawić z bólu. Uczucie opadania, szybkiego zlatywania. Uderzenie moim ciałem w rudzielca. Nagłe piski, szumy w mojej głowie, uszach, wzmocniły się. Jest źle..-szepnęłam cicho w głowie. Co z Edem?! Co ze mną?!
Starałam się poruszyć moim ciałem, dłonią, nogą, nie mogłam, czułam się jakbym nie miała kontroli nad moim ciałem. Kiedy po raz piąty chciałam otworzyć oczy, moja głowa zaczęła pulsować a w uszach szumy się zwiększyły. Jednak mimo bólu, udało się,a oczy otworzyły się. Wokół raziła mnie biel. Zaczęłam szybko mrugać. Kontury zaczęły się pojawiać, postacie wpatrujące się we mnie w białych kitlach, jedna pielęgniarka, jeden lekarz, dwie dodatkowe postacie, jedna grubsza a druga ruda.
-Wystraszyłaś nas nieźle.-zażartował jeden z lekarzy.
-Gdzie jestem?-głos wydawał się nie być mój.
-W Nowym Jorku, na Manhattanie.-odpowiedział życzliwie.
-Nic ci nie jest?! Jak się czujesz?!-podszedł do mnie zaniepokojony Teddy.
Więc nic mu nie jest.. - poczułam wielką ulgę.
-Boli mnie.. wszystko.-oznajmiłam a on uśmiechnął się jednak oczy wyrażały zaniepokojenie.
-Wszystko będzie dobrze. Wyzdrowiejesz-oznajmiła pielęgniarka.
Lekarz wyszedł szepcząc coś uprzednio pielęgniarce na ucho. Ed odsunął się od łóżka, robiąc miejsce pielęgniarce, która zaczęła coś majstrować przy wenflonie. Zmieniła mi kroplówkę w ciszy, później obróciła się do mnie.
-Jak się czujesz?-spytała.
-Źle-odpowiedziałam ochryple.
Starałam się ruszyć dłonią, chcąc sprawdzić czy już mi przeszło, ale nadal nic. Mogłam poruszyć jedynie pacem, co było dla mnie wielkim wyczynem.
-To szok, dla ciebie, dla ciała. Minie, nie martw się. Będziesz jak nowo narodzona kiedy się wyśpisz.-powiedziała uśmiechając się promiennie brunetka.
Starałam się odwzajemnić uśmiech, ale średnio mi to wyszło i skończyło się na lekkim grymasie.
-Lekarz powiedział, że dziś musicie już iść, Emma musi odpocząć-mówiła do dwójki mężczyzn, dopiero teraz zrozumiałam, że obok Eda stoi Stu-A ty wyśpij się.-odwróciła się do mnie i rzekła miło.
Pokiwałam ociężale głową, na znak że się zgadzam z jej opinią. Jednak w pewnym momencie lekko odchrząknęłam, czym przyciągnęłam uwagę wszystkich w pokoju.
-Co z Niną?-zapytałam ze strachem na wspomnienie o tym jak zachowywała się w samolocie.
Pielęgniarka spojrzała z zakłopotaniem. Popatrzyła na chłopaków w poszukiwaniu ratunku. A później tylko westchnęła.
-Nie możemy mówić o stanie zdrowia naszych pacjentów.-powiedziała szybko.
Spojrzałam na nią smutno ale wiedziałam, że ona żyje, poczułam się z tym lepiej.
-Chcę tylko wiedzieć w jakim jest stanie. Nic więcej.-powiedziałam cicho.
-Pani Nina jest w krytycznym stanie.-westchnęła zrezygnowana pielęgniarka.-Nie postępowała zgodnie z zasadami podczas awaryjnego lądowania-powiedziała po czym szybko wygoniła dwójkę moich.. Właśnie, kim oni dla mnie byli? Przyjaciółmi, kolegami? Stuarta prawie w ogóle nie znałam, a Ed? On? On jest kimś miłym, nie tylko dla oka, ale jego osobowość, jest urzekający, przynajmniej dla mnie. Niby jest już moim chłopakiem, ale ja mam już chęć na coś więcej, czuje jakbym go znała całe wieki. Chyba naprawdę coś do niego czuję. Coś silnego. Chyba go ko... Eh... Po co nazywać uczucia. Zostałam sama w tym pokoju. Sama z moimi myślami. Nienawidzę zostawać sama z taką wiadomością..
Mogłam do niej krzyknąć. Może i by nie usłyszała by, ale może przynajmniej nie zarzucałabym sobie mojej głupoty. Dlaczego ten cały Mike jej nie pomógł? Przecież siedział obok niej... Idiota. Nie, nie ma co szukać winnych. Mogła chociaż otworzyć oczy, czemu je zamknęła? Dlaczego nie była w stanie żyć rzeczywistością? Wspomnienia? Tak, na pewno wspominała, ale co? Co mogła wspominać? Oby nie tylko Ed'a... Za bardzo mi na nim zależy, aby go jej oddać. Może i nie powinnam go rzeczowo traktować,
ale nie potrafię inaczej, jest mój, a raczej chciałabym, aby był... Może myślała o tym co jej powiedziałam.
Byłam taka wredna dla niej.. Ona chciała byś miła, a ja zachowałam się jak.. Skończona debilka. Nie, nie chciała być miła, chciała mi dogryźć. Mogłam podać jej tą głupią dłoń, trądem bym się nie zaraziła, mogłam się wysilić na sztuczny uśmiech. Nikt nie mówi, że miałabym się z nią przyjaźnić, ale chociaż udawać i być miła. Och, no, jestem porąbana. Byłam dla niej taka opryskliwa, taka wredna, a ona mi nic jeszcze nie zrobiła... Mogłam wyciągnąć pazury dopiero kiedy byłaby dla mnie wredna, ale nie, ja pusta, zachowałam się jakbym była zazdrosną żoną. Muszę się dowiedzieć co z nią. Muszę. Chciałam usiąść, ale nie mogłam, poczułam ogromny ból w miednicy. Zrezygnowana, ułożyłam się na łóżku starałam się zasnąć.
Dowiem się, na pewno, ale dopiero kiedy się wyśpię...
~
Rozdział dodaję dzisiaj dzięki Dari która pomogła mi go dokończyć. Właściwie napisała za mnie większą jego cześć. Więcej jej twórczości możecie znaleźć w jej opowiadaniach:
moja ulubiona opowieść pisana przez nią-http://we--almost--had--it--all.blogspot.com/
na to opowiadanie ma oryginalny pomysł-http://love-they-say.blogspot.com/
jej FF o Edzie-http://because-life-is-a-surprises.blogspot.com/
Lubicie Harrego Pottera? Koniecznie sprawdźcie!-http://world-of-magic-hogwart.blogspot.com/
Cieszę się, że są osoby które czekały na kolejny rozdział :)
Strony
UWAGA
Blog może zawierać treści nie odpowiednie dla osób poniżej 18 roku życia.
Autor bloga nie ma na celu propagowania negatywnych wzorców.
Blog jest fikcją inspirowaną prawdziwymi postaciami/wydarzeniami.
Wszystkie przedstawione sytuacje są jedynie literacką fikcją.
niedziela, 2 czerwca 2013
niedziela, 19 maja 2013
INFORMACJA
Obiecuję, że napiszę jeszcze kolejne rozdziałby ale nie teraz. Mam napisany początek i stoję w martwym punkcie. Mam sporo do przemyślenia.
Jeśli chcecie być poinformowani o kolejnym rozdziale zostawcie swojego maila na dole, a ja o wszystko zadbam :)
Jeśli chcecie być poinformowani o kolejnym rozdziale zostawcie swojego maila na dole, a ja o wszystko zadbam :)
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
11.
-Ed mam wiadomość która Ci się nie spodoba.
-Mam się bać?
-Pamiętasz jak wykręcali się, że nie wybrali jeszcze supportu dla Ciebie?-zapytał Stuart
-Tak.
-Kłamali.
-A więc kogo wybrali?
-Ninę.
-Żartujesz, prawda?-Ed nie chciał w to uwierzyć.-Nie możliwe by to zrobili, nie mogli wybrać mojej byłej dziewczyny. Chcę kogoś innego albo odwołujemy trasę-powiedział stanowczo.
-Ile kurwa razy Ci mówiłem żebyś czytał umowy? Nie masz nic do gadania. Nie możesz ani domagać się zmiany supportu ani zerwać umowy. Chyba, że masz dużo, cholernie dużo kasy na zbyciu Teddy.
-Jak ty sobie to wyobrażasz? Moja dziewczyna, ja i moja ex, urocze połączenie.
-Może pogadam z nią?
-Z kim, z Em?-zapytał zaskoczony.
-Oszalałeś? Z Niną.
-Wiesz, że to nic nie da?
-Wiem ale spróbuje-manager zrobił zrezygnowaną minę i wyszedł z domu.
Ed wyjął z kieszeni swój telefon wybrał numer swojej byłej dziewczyny, właściwie nie wiedział dlaczego to robi i co jej powie. Odebrała po drugim sygnale.
*Ktoś umarł?-zapytała zupełnie naturalnym tonem
*Co?
*Nie wiem co innego mogło by się stać, że dzwonisz do mnie.
*No tak, masz rację, nasze rozstanie nie należało do najdojrzalszych-powiedział Ed.
*Ładnie to ująłeś-użyła ironicznego tonu.
*Chcę z Tobą porozmawiać o trasie.
*To dla mnie ogromna szansa na promocję, już nie mogę się doczekać.
*Nie chcę byś jechała.
*Z tego co wiem masz niewiele do powiedzenia w tej kwestii.
*Tylko grzecznie proszę abyś zmieniła zdanie i nie pojechała-był coraz bardziej zdenerwowany.
*Nie ma takiej możliwości. O coś jeszcze chcesz poprosić?
*Nie. Cześć.
*Papa-powiedziała przesłodkim głosikiem.
*kilka godzin później*
Ed i Em siedzieli pod dużym, starym drzewem w mało uczęszczanym miejscu jednego z większych parków w Londynie.
-Muszę powiedzieć Ci o czymś. Umawialiśmy się, że nie rozmawiamy o naszych poprzednich związkach jednak o jednym muszę Ci opowiedzieć.
-Chyba nie chcę tego słuchać Teddy-popatrzyła błagalnym wzrokiem.
-Jest problem, moja ex jedzie z nami w trasę.
Dziewczyna zmarszczyła czoło i robiąc zdziwioną minę powiedziała:
-Żartujesz, prawda?
-Chciałbym. Próbowałem z nią rozmawiać ale ona udaje, że nie widzi problemu. Cała nadzieja w Stuarcie, może uda mi się ją przekonać aby zrezygnowała.
-Nie, w porządku. Niech jedzie, nie jestem zazdrosna, ufam Ci-namiętnie zaczęła go całować, a on nie pozostając jej dłużny obrócił ją, przyciskając do ziemi. W końcu po kilku minutach zaciętej "walki" którą bezapelacyjnie wygrał Ed zapytał:
-Jesteś pewna?
-Tak-szczery promienny uśmiech.-Ale może opowiedz mi trochę o tym jak wyglądał wasz związek-kończąc zdanie wybuchnęła śmiechem.
-No dobrze ale w zamian za to opowiesz mi o jakimś swoim związku.
-Wiesz już za dużo o tym jak wyglądał i jak się skończył mój związek z Simonem.
-Może i masz rację, a tak w ogóle wiesz co u nich?-powiedział z prawdziwym zainteresowaniem.
-Nie, postanowiliśmy jakiś czas się nie kontaktować. Zrobiliśmy sobie przerwę-utkwiła wzrok w jednym punkcie.
-A więc z Niną byliśmy parą około pół roku ale to był dziwny związek. Opierał się głównie na seksie, właściwie nie rozmawialiśmy ani nie wychodziliśmy nigdzie razem. Skończyło się gdy nasz wspólny znajomy zapytał czy jesteśmy parą, a ona odpowiedziała coś w stylu-nakreślił cudzysłów w powietrzu-zwariowałeś, nigdy nie pokazałabym się z nim nigdzie publicznie, po czym przytuliła się do niego i pocałowała go na moich oczach. Nie mam pojęcia co chciała w ten sposób osiągnąć ale gdy zostaliśmy sami zaczęliśmy się kłócić i od tamtej pory, do dzisiejszego poranka nie rozmawialiśmy.
-To dziwne, cholernie dziwne-zamyśliła się.-Spokojnie, damy radę. Jeśli będzie taka potrzeba będziemy ją ignorować.
-To już za dwa tygodnie. Jesteś pewna, że dasz radę?-prześwietlił ją podejrzliwym wzrokiem.
-A mam inne wyjście?-znów posłała chłopakowi piękny uśmiech.
-Jasne, że nie.
Kolejne dwa tygodnie para spędziła na przygotowywaniu do długiego wyjazdu w trasę po Stanach Zjednoczonych. Zakupy, pakowanie, więcej zakupów, więcej pakowania. Standard przed tego typu wyjazdem. Nie mieli czasu aby zbliżyć się do siebie i aby rozwinąć swój związek, jednak to wszystko już bardzo niedługo miało się zmienić. Ostatnią noc przed wyjazdem spędzili we trójkę w małym mieszkanku Stuarta, bo stąd najzwyczajniej w świecie mieli najbliżej na lotnisko i mogli spokojnie spać dodatkową godzinę którą w przeciwnym razie musieli by poświecić na przedzieranie się przez miasto.
Cała trójka dojeżdżając do lotniska była bardzo zadowolona. Ed bo wiedział, że będzie spędzał z Em każdą wolną chwilę i nareszcie będą mogli "bliżej się poznać". Emma z podobnych powodów, a Stuart dlatego, że udało mu się namówić swojego podopiecznego na ten wyjazd, który pozwoli mu na rozwój kariery.
Ostatnie chwile spokoju, który w bezczelny sposób miała zniszczyć Nina. Zapowiadały się długie tygodnie.
~
Co u Was słychać?
Czy są tu jacyś gimnazjaliści piszący testy w tym roku?
-Mam się bać?
-Pamiętasz jak wykręcali się, że nie wybrali jeszcze supportu dla Ciebie?-zapytał Stuart
-Tak.
-Kłamali.
-A więc kogo wybrali?
-Ninę.
-Żartujesz, prawda?-Ed nie chciał w to uwierzyć.-Nie możliwe by to zrobili, nie mogli wybrać mojej byłej dziewczyny. Chcę kogoś innego albo odwołujemy trasę-powiedział stanowczo.
-Ile kurwa razy Ci mówiłem żebyś czytał umowy? Nie masz nic do gadania. Nie możesz ani domagać się zmiany supportu ani zerwać umowy. Chyba, że masz dużo, cholernie dużo kasy na zbyciu Teddy.
-Jak ty sobie to wyobrażasz? Moja dziewczyna, ja i moja ex, urocze połączenie.
-Może pogadam z nią?
-Z kim, z Em?-zapytał zaskoczony.
-Oszalałeś? Z Niną.
-Wiesz, że to nic nie da?
-Wiem ale spróbuje-manager zrobił zrezygnowaną minę i wyszedł z domu.
Ed wyjął z kieszeni swój telefon wybrał numer swojej byłej dziewczyny, właściwie nie wiedział dlaczego to robi i co jej powie. Odebrała po drugim sygnale.
*Ktoś umarł?-zapytała zupełnie naturalnym tonem
*Co?
*Nie wiem co innego mogło by się stać, że dzwonisz do mnie.
*No tak, masz rację, nasze rozstanie nie należało do najdojrzalszych-powiedział Ed.
*Ładnie to ująłeś-użyła ironicznego tonu.
*Chcę z Tobą porozmawiać o trasie.
*To dla mnie ogromna szansa na promocję, już nie mogę się doczekać.
*Nie chcę byś jechała.
*Z tego co wiem masz niewiele do powiedzenia w tej kwestii.
*Tylko grzecznie proszę abyś zmieniła zdanie i nie pojechała-był coraz bardziej zdenerwowany.
*Nie ma takiej możliwości. O coś jeszcze chcesz poprosić?
*Nie. Cześć.
*Papa-powiedziała przesłodkim głosikiem.
*kilka godzin później*
Ed i Em siedzieli pod dużym, starym drzewem w mało uczęszczanym miejscu jednego z większych parków w Londynie.
-Muszę powiedzieć Ci o czymś. Umawialiśmy się, że nie rozmawiamy o naszych poprzednich związkach jednak o jednym muszę Ci opowiedzieć.
-Chyba nie chcę tego słuchać Teddy-popatrzyła błagalnym wzrokiem.
-Jest problem, moja ex jedzie z nami w trasę.
Dziewczyna zmarszczyła czoło i robiąc zdziwioną minę powiedziała:
-Żartujesz, prawda?
-Chciałbym. Próbowałem z nią rozmawiać ale ona udaje, że nie widzi problemu. Cała nadzieja w Stuarcie, może uda mi się ją przekonać aby zrezygnowała.
-Nie, w porządku. Niech jedzie, nie jestem zazdrosna, ufam Ci-namiętnie zaczęła go całować, a on nie pozostając jej dłużny obrócił ją, przyciskając do ziemi. W końcu po kilku minutach zaciętej "walki" którą bezapelacyjnie wygrał Ed zapytał:
-Jesteś pewna?
-Tak-szczery promienny uśmiech.-Ale może opowiedz mi trochę o tym jak wyglądał wasz związek-kończąc zdanie wybuchnęła śmiechem.
-No dobrze ale w zamian za to opowiesz mi o jakimś swoim związku.
-Wiesz już za dużo o tym jak wyglądał i jak się skończył mój związek z Simonem.
-Może i masz rację, a tak w ogóle wiesz co u nich?-powiedział z prawdziwym zainteresowaniem.
-Nie, postanowiliśmy jakiś czas się nie kontaktować. Zrobiliśmy sobie przerwę-utkwiła wzrok w jednym punkcie.
-A więc z Niną byliśmy parą około pół roku ale to był dziwny związek. Opierał się głównie na seksie, właściwie nie rozmawialiśmy ani nie wychodziliśmy nigdzie razem. Skończyło się gdy nasz wspólny znajomy zapytał czy jesteśmy parą, a ona odpowiedziała coś w stylu-nakreślił cudzysłów w powietrzu-zwariowałeś, nigdy nie pokazałabym się z nim nigdzie publicznie, po czym przytuliła się do niego i pocałowała go na moich oczach. Nie mam pojęcia co chciała w ten sposób osiągnąć ale gdy zostaliśmy sami zaczęliśmy się kłócić i od tamtej pory, do dzisiejszego poranka nie rozmawialiśmy.
-To dziwne, cholernie dziwne-zamyśliła się.-Spokojnie, damy radę. Jeśli będzie taka potrzeba będziemy ją ignorować.
-To już za dwa tygodnie. Jesteś pewna, że dasz radę?-prześwietlił ją podejrzliwym wzrokiem.
-A mam inne wyjście?-znów posłała chłopakowi piękny uśmiech.
-Jasne, że nie.
Kolejne dwa tygodnie para spędziła na przygotowywaniu do długiego wyjazdu w trasę po Stanach Zjednoczonych. Zakupy, pakowanie, więcej zakupów, więcej pakowania. Standard przed tego typu wyjazdem. Nie mieli czasu aby zbliżyć się do siebie i aby rozwinąć swój związek, jednak to wszystko już bardzo niedługo miało się zmienić. Ostatnią noc przed wyjazdem spędzili we trójkę w małym mieszkanku Stuarta, bo stąd najzwyczajniej w świecie mieli najbliżej na lotnisko i mogli spokojnie spać dodatkową godzinę którą w przeciwnym razie musieli by poświecić na przedzieranie się przez miasto.
Cała trójka dojeżdżając do lotniska była bardzo zadowolona. Ed bo wiedział, że będzie spędzał z Em każdą wolną chwilę i nareszcie będą mogli "bliżej się poznać". Emma z podobnych powodów, a Stuart dlatego, że udało mu się namówić swojego podopiecznego na ten wyjazd, który pozwoli mu na rozwój kariery.
Ostatnie chwile spokoju, który w bezczelny sposób miała zniszczyć Nina. Zapowiadały się długie tygodnie.
~
Co u Was słychać?
Czy są tu jacyś gimnazjaliści piszący testy w tym roku?
wtorek, 9 kwietnia 2013
10.
-Cześć Młoda.-chłopak przywitał Em jak zwykle buziakiem w policzek.
-Cieszę się, że Cię widzę-Emma przytuliła się do niego.
-Chyba powinniśmy porozmawiać.
-Coś się stało?-w oczach dziewczyny widać było strach.
-Nie, spokojnie. Może usiądziemy?
-Tak, jasne, chodźmy do salonu, może napijesz się czegoś?
-Posłuchaj mnie. Wiem, że nasza znajomości jest dziwna. Chociaż znamy się kilka tygodni przeszliśmy ze sobą więcej niż nie jedni wieloletni przyjaciele.
-Masz rację Ed. Dużo nas łączy.
-Nie przerywaj mi proszę, to dla mnie trudne-głęboki oddech-a więc nie znamy się długo ale ja, Em, ja... Nie wiem jak to powiedzieć.
-Użyj najprostszych słów-wypowiedziała niepewnie.
-Kocham Cię-powiedział z szybkością karabinu maszynowego jednak ona zrozumiała.
Nie odpowiedziała mu tylko zbliżyła się do niego i delikatnie go pocałowała.
-Jak mam to rozumieć?-rudzielec uśmiechnął się zawadiacko.
-Kiedy?
-Wczoraj. Opowiadał mi o propozycji jaką dostałeś.
-Masz na myśli tą trasę?
-Tak. Wiesz, że to duża szansa?
-A wiesz, że wolę być z Tobą tutaj?-chłopak chciał się do niej przytulić ale odepchnęła go.
-Porozmawiajmy poważnie. Chcę abyś przyjął tą propozycję.
-To nie jest dobry pomysł, wyjazd na kilkanaście tygodni do US nie jest dobrym sposobem aby rozwijać nowy związek.
Chłopak wstał, wyszedł do drugiego pokoju i wrócił z gitarą.
-Skąd wiedziałeś, że mam gitarę?-Emma była bardzo zdziwiona.
-Gdy ostatnio usnęłaś na sofie szukałem koc i przez przypadek ją znalazłem. Posłuchaj mnie:
Settle down with me-zaczął śpiewać
Cover me up
Cuddle me in
Lie down with me
And hold me in your arms
And your heart's against my chest, your lips
Pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet
And with a feeling I'll forget, I'm in love now
Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
Settle down with me
And I'll be your safety
You'll be my lady
I was made to keep your body warm
But I'm cold as the wind blows so hold me in your arms
Oh no
My heart's against your chest, your lips
Pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet
And with this feeling I'll forget, I'm in love now
Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
Yeah I've been feeling everything, from hate to love
From love to lust, from lust to truth
I guess that's how I know you
So I hold you close to help you give it up
So kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
-Cieszę się, że Cię widzę-Emma przytuliła się do niego.
-Chyba powinniśmy porozmawiać.
-Coś się stało?-w oczach dziewczyny widać było strach.
-Nie, spokojnie. Może usiądziemy?
-Tak, jasne, chodźmy do salonu, może napijesz się czegoś?
-Posłuchaj mnie. Wiem, że nasza znajomości jest dziwna. Chociaż znamy się kilka tygodni przeszliśmy ze sobą więcej niż nie jedni wieloletni przyjaciele.
-Masz rację Ed. Dużo nas łączy.
-Nie przerywaj mi proszę, to dla mnie trudne-głęboki oddech-a więc nie znamy się długo ale ja, Em, ja... Nie wiem jak to powiedzieć.
-Użyj najprostszych słów-wypowiedziała niepewnie.
-Kocham Cię-powiedział z szybkością karabinu maszynowego jednak ona zrozumiała.
Nie odpowiedziała mu tylko zbliżyła się do niego i delikatnie go pocałowała.
-Jak mam to rozumieć?-rudzielec uśmiechnął się zawadiacko.
Dziewczyna nadal nic nie powiedziała tylko ponownie zaczęła całować Eddiego, tym razem trwało to znacznie dłużej.
-Może coś mi powiesz?
-Był u mnie Twój manager.-Kiedy?
-Wczoraj. Opowiadał mi o propozycji jaką dostałeś.
-Masz na myśli tą trasę?
-Tak. Wiesz, że to duża szansa?
-A wiesz, że wolę być z Tobą tutaj?-chłopak chciał się do niej przytulić ale odepchnęła go.
-Porozmawiajmy poważnie. Chcę abyś przyjął tą propozycję.
-To nie jest dobry pomysł, wyjazd na kilkanaście tygodni do US nie jest dobrym sposobem aby rozwijać nowy związek.
Chłopak wstał, wyszedł do drugiego pokoju i wrócił z gitarą.
-Skąd wiedziałeś, że mam gitarę?-Emma była bardzo zdziwiona.
-Gdy ostatnio usnęłaś na sofie szukałem koc i przez przypadek ją znalazłem. Posłuchaj mnie:
Settle down with me-zaczął śpiewać
Cover me up
Cuddle me in
Lie down with me
And hold me in your arms
And your heart's against my chest, your lips
Pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet
And with a feeling I'll forget, I'm in love now
Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
Settle down with me
And I'll be your safety
You'll be my lady
I was made to keep your body warm
But I'm cold as the wind blows so hold me in your arms
Oh no
My heart's against your chest, your lips
Pressed to my neck
I'm falling for your eyes, but they don't know me yet
And with this feeling I'll forget, I'm in love now
Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
Yeah I've been feeling everything, from hate to love
From love to lust, from lust to truth
I guess that's how I know you
So I hold you close to help you give it up
So kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
-Pojadę z Tobą-ukradkiem otarła łzę z policzka.
-Naprawdę?-spojrzał na nią z nadzieją i odłożył gitarę.
-Kocham Cię-przytuliła się do niego.
Tej nocy nie mówili już nic więcej. Całą noc spędzili wtuleni w siebie, byli szczęśliwi. Chcieli cieszyć się chwilą bojąc się, że zaraz ktoś może im odebrać ich radość.
Około dziewiątej obudził ich telefon Eda.
-To Stuart, później do niego oddzwonię.
-No przestań, odbierz-Emma zrobiła głupią minę.
-Cześć, coś się stało? I dlatego dzwonisz, to nie mogło poczekać? Dobrze podpiszę umowę, jedziemy we trójkę ja, ty i Em. śmiech Dzięki. Do zobaczenia.
~
Co myślicie o nowym wyglądzie?
Czytelniku (prawie od początku istnienia bloga) ze Stanów Zjednoczonych istniejesz czy ktoś ma zmienne IP?
Czytelniku (prawie od początku istnienia bloga) ze Stanów Zjednoczonych istniejesz czy ktoś ma zmienne IP?
czwartek, 4 kwietnia 2013
9.
Simon w drżącej dłoni trzymał broń. Ostatnie spojrzenie na spokojną taflę wody. Zamknął oczy, a zimną lufę pistoletu przyłożył do swojej skroni-na trzy-pomyślał.
-Nawet się nie waż bo Cie zabiję-za plecami usłyszał głos Eda. Tak właśnie to on zamierzał powstrzymać chłopaka. Zastanawiacie się dlaczego to nie była Em? Odpowiedź jest bardzo prosta, Sheeran kazał zostać jej w samochodzie, bał się, że przyjechali za późno, obawiał się tego co mogłaby zobaczyć, a przecież ona już dużo przeszła-Mam już w tym doświadczenie.
-Nie powinienem żyć, sam widzisz co moja obecność powoduje.
-Chyba jesteś nienormalny!-mocnym ruchem obrócił chłopaka w swoją stronę-nie możesz zrobić tego Em, ona Cie potrzebuje idioto!-rudzielec naprawdę się zdenerwował.
-Ona potrzebuje Ciebie, a właściwie Was. Nie widzisz jak się uśmiecha kiedy na nią patrzysz? Zaczyna coś do Ciebie czuć, nawet głupi by to zrozumiał, a ty nie reagujesz.
-Jak to do mnie?
-Naprawdę jesteś ślepy. To ty miałeś mnie pocieszać, a nie ja uświadamiać Ci, że moja była dziewczyna Cie kocha.
-Simon ty się uśmiechnąłeś!-Ed badawczo popatrzył w oczy Simona-tak naprawdę nie chcesz umierać, mam rację?-mówiąc to wyjął mu pistolet z dłoni.
-Tak, masz rację, nie chcę umierać.
-To masz pecha!-wymierzył w jego głowę, a kiedy zobaczył jego minę zaczął się śmiać i wrzucił broń do wody-tylko żartowałem. Spokojnie.
-Jesteś świrem-chłopak nie wiedział jak się zachować.
-Wiem, wiem. Chodź do samochodu Emma ucieszy się, że żyjesz-poklepał go po ramieniu i ruszył w kierunku zaparkowanego samochodu.
Z daleka zauważyli dziewczynę w objęciach Toma obydwoje poczuli zazdrość.
-Zabiję Was obu-usłyszeli krzyk dziewczyny, zaczęła biec w ich stronę.
-Nie będziesz pierwsza dzisiaj-pod nosem zamruczał Simon jednak ona tego nie słyszała.
-Nienawidzę Cie! Jak mogłeś chcieć mi to zrobić?-objęła ich obu.
-Przepraszam, nie powinienem.
-Mam dla Was dobrą wiadomość-zaczął mówić ochroniarz-możecie wrócić do swoich domów. Cała wina spadła na innego człowieka.
-A więc, on pójdzie za mnie do więzienia?-twarz Eda nie wyrażała żadnych emocji
-Tak-odpowiedział mu Tom-ale nie musisz się martwić, on zamordował wiele osób, tych dwóch nie zmieni jego wyroku.
-Nie zostawiliśmy żadnych śladów, może podejrzenie jeszcze na mnie spadnie?-powiedział jakby z nadzieją w głosie.
-Nie wiem jak mam to wam powiedzieć. Ten dom, a właściwie wszystko co się w nim znajdowało spłonęło.
*kilka tygodni później*
-Teddy weź się wreszcie w garść!
-Próbuję, stary naprawdę próbuję. Chciałbym aby moje życie było takie jak kiedyś.
-Masz szansę aby wrócić do koncertowania, tylko podpisz tę cholerną umowę!-manager próbował przekonać chłopaka.
-Tylko dlaczego ta trasa jest po Stanach? Przecież wiesz, że chciałbym zbliżyć się do Em, a właściwie zacząć coś dla niej znaczyć.
-Jesteś idiotą i to z dwóch powodów. Po pierwsze ta trasa jest ważna, wiesz jak bardzo, robisz te kilkadziesiąt show, jesteś ustawiony do końca życia, a dodatkowo liczba Twoich słuchaczy według statystyk wzrasta o około 15%. Po drugie Emma Cie kocha! Odważ się tylko jej to powiedzieć! Od czasu kiedy Simon i Lily wyjechali z kraju ma tylko Ciebie i tylko z Tobą chce spędzać czas, jest szczęśliwa. Czy ty tego nie widzisz?
-To dlaczego kiedy wspominam o jej ex psuje się jej humor i jest smutna?-próbował tłumaczyć się rudzielec.
-Nie ośmieszaj się w moich oczach i nie wspominaj o tym, że gadasz z nią o jej byłym.
W sąsiednim pokoju rozległ się dzwonek połączenia w telefonie Eda, a ten ruszył w tamtym kierunku tak szybko, że w drzwiach poślizgnął się i wylądował na podłodze.
-Fuck!-wysyczał ze złością-Tak, cześć Młoda-a z kolei te słowa powiedział przeuroczym tonem.-Spotkac się? Dzisiaj? W porządku, u Ciebie za 40 minut. Do zobaczenia.
-Powiedz jej to dzisiaj-Stuart stał już w drzwiach.
-Dobrze, zrobię to. Jeśli da mi kosza, jedziemy do US.
-Jeszcze o tym pogadamy, zbieraj się to Cie podrzucę.
~
Po jakiejś tam nieobecności wracam z tym krótkim rozdziałem. :) Jak się podoba?
xx
-Nawet się nie waż bo Cie zabiję-za plecami usłyszał głos Eda. Tak właśnie to on zamierzał powstrzymać chłopaka. Zastanawiacie się dlaczego to nie była Em? Odpowiedź jest bardzo prosta, Sheeran kazał zostać jej w samochodzie, bał się, że przyjechali za późno, obawiał się tego co mogłaby zobaczyć, a przecież ona już dużo przeszła-Mam już w tym doświadczenie.
-Nie powinienem żyć, sam widzisz co moja obecność powoduje.
-Chyba jesteś nienormalny!-mocnym ruchem obrócił chłopaka w swoją stronę-nie możesz zrobić tego Em, ona Cie potrzebuje idioto!-rudzielec naprawdę się zdenerwował.
-Ona potrzebuje Ciebie, a właściwie Was. Nie widzisz jak się uśmiecha kiedy na nią patrzysz? Zaczyna coś do Ciebie czuć, nawet głupi by to zrozumiał, a ty nie reagujesz.
-Jak to do mnie?
-Naprawdę jesteś ślepy. To ty miałeś mnie pocieszać, a nie ja uświadamiać Ci, że moja była dziewczyna Cie kocha.
-Simon ty się uśmiechnąłeś!-Ed badawczo popatrzył w oczy Simona-tak naprawdę nie chcesz umierać, mam rację?-mówiąc to wyjął mu pistolet z dłoni.
-Tak, masz rację, nie chcę umierać.
-To masz pecha!-wymierzył w jego głowę, a kiedy zobaczył jego minę zaczął się śmiać i wrzucił broń do wody-tylko żartowałem. Spokojnie.
-Jesteś świrem-chłopak nie wiedział jak się zachować.
-Wiem, wiem. Chodź do samochodu Emma ucieszy się, że żyjesz-poklepał go po ramieniu i ruszył w kierunku zaparkowanego samochodu.
Z daleka zauważyli dziewczynę w objęciach Toma obydwoje poczuli zazdrość.
-Zabiję Was obu-usłyszeli krzyk dziewczyny, zaczęła biec w ich stronę.
-Nie będziesz pierwsza dzisiaj-pod nosem zamruczał Simon jednak ona tego nie słyszała.
-Nienawidzę Cie! Jak mogłeś chcieć mi to zrobić?-objęła ich obu.
-Przepraszam, nie powinienem.
-Mam dla Was dobrą wiadomość-zaczął mówić ochroniarz-możecie wrócić do swoich domów. Cała wina spadła na innego człowieka.
-A więc, on pójdzie za mnie do więzienia?-twarz Eda nie wyrażała żadnych emocji
-Tak-odpowiedział mu Tom-ale nie musisz się martwić, on zamordował wiele osób, tych dwóch nie zmieni jego wyroku.
-Nie zostawiliśmy żadnych śladów, może podejrzenie jeszcze na mnie spadnie?-powiedział jakby z nadzieją w głosie.
-Nie wiem jak mam to wam powiedzieć. Ten dom, a właściwie wszystko co się w nim znajdowało spłonęło.
*kilka tygodni później*
-Teddy weź się wreszcie w garść!
-Próbuję, stary naprawdę próbuję. Chciałbym aby moje życie było takie jak kiedyś.
-Masz szansę aby wrócić do koncertowania, tylko podpisz tę cholerną umowę!-manager próbował przekonać chłopaka.
-Tylko dlaczego ta trasa jest po Stanach? Przecież wiesz, że chciałbym zbliżyć się do Em, a właściwie zacząć coś dla niej znaczyć.
-Jesteś idiotą i to z dwóch powodów. Po pierwsze ta trasa jest ważna, wiesz jak bardzo, robisz te kilkadziesiąt show, jesteś ustawiony do końca życia, a dodatkowo liczba Twoich słuchaczy według statystyk wzrasta o około 15%. Po drugie Emma Cie kocha! Odważ się tylko jej to powiedzieć! Od czasu kiedy Simon i Lily wyjechali z kraju ma tylko Ciebie i tylko z Tobą chce spędzać czas, jest szczęśliwa. Czy ty tego nie widzisz?
-To dlaczego kiedy wspominam o jej ex psuje się jej humor i jest smutna?-próbował tłumaczyć się rudzielec.
-Nie ośmieszaj się w moich oczach i nie wspominaj o tym, że gadasz z nią o jej byłym.
W sąsiednim pokoju rozległ się dzwonek połączenia w telefonie Eda, a ten ruszył w tamtym kierunku tak szybko, że w drzwiach poślizgnął się i wylądował na podłodze.
-Fuck!-wysyczał ze złością-Tak, cześć Młoda-a z kolei te słowa powiedział przeuroczym tonem.-Spotkac się? Dzisiaj? W porządku, u Ciebie za 40 minut. Do zobaczenia.
-Powiedz jej to dzisiaj-Stuart stał już w drzwiach.
-Dobrze, zrobię to. Jeśli da mi kosza, jedziemy do US.
-Jeszcze o tym pogadamy, zbieraj się to Cie podrzucę.
~
Po jakiejś tam nieobecności wracam z tym krótkim rozdziałem. :) Jak się podoba?
xx
środa, 20 marca 2013
8.
Od momentu gdy Em zaciągnęła się na oczach Simona blantem zabranym Ed'owi ten obiecał sobie, że nie pozwoli mu zniszczyć jej życia. On nadal ją kochał.
-Dlaczego jej na to pozwalasz?-zapytał Simon.
-Chodzi Ci o jaranie? Przecież jest dorosła. Chyba to lepsze od alkoholu-Ed był przekonany, że ma racje.
-Nie mówcie o mnie w trzeciej osobie. Słyszę was i potrafię o siebie zadbać!-wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że dziewczyna stała się bardziej nerwowa, jeszcze nie do końca mogła pogodzić się ze swoim położeniem.
-Przepraszam, kochanie ale nie chcę pozwolić by ten dupek zniszczył Ci życie-niepewnie powiedział Simon.
-Chyba się przesłyszałam-Emma posłała mu spojrzenie pełne pogardy.
-Nie rozumiem.
-Proszę nie żartuj- była zażenowana tą sytuacją. Wstała i podeszła do okna, na zewnątrz zobaczyła samochód zaparkowany kilkadziesiąt metrów od wejścia do domu, a w nim dwóch na oko 30-letnich mężczyzn. Gdy zastanawiała się kim są usłyszała, że ktoś do niej podchodzi i wyciąga jej z dłoni skręta.
-Ten za kierownicą to Robert-usłyszała głos Ed'a- nie pamiętam imienia tego drugiego.
-W porządku. Wiecie co? Nie chcę tu być. Wasze zachowanie doprowadza mnie do szału. Zachowujecie się w taki sposób, że nie wytrzymam z Wami ani minuty dłużej! Nie musicie nic mówić, widzę jak na siebie patrzycie to nie do zniesienia! Nie będę z Wami ani minuty dłużej! Gdy się dogadacie wtedy możecie do mnie przyjść!-krzyczała zdecydowanie głośniej niż wymagała tego sytuacja. Wybiegła z salonu, zatrzaskując za sobą drzwi sypialni którą dzieliła z Ed'em.
*Emma*
Co się ze mną dzieje? Jestem jak rozwydrzona trzynastolatka. Powinnam doceniać co Ed robi dla mnie, a jednak obrażam się i krzyczę na niego. W momencie kiedy przez moją głowę przechodziły te myśli wybuchłam płaczem. Leżałam na łóżku gapiąc się w sufit i rozważając czy nie powinnam popełnić samobójstwa. Miałam wrażenie, że moje życie już nigdy nie wróci do normy. Straciłam poczucie czasu. Nie wiem ile czasu trwały moje rozważania. Usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi pokoju, które po kilku sekundach otworzyły się:
-Możemy wejść?
-Tak-powiedziałam tak cicho, że nie jestem pewna czy to usłyszeli, jednak ukradkiem otarłam zły z policzków mając nadzieję, że ze względu na mrok panujący w pokoju nie zauważą, że płakałam.
-Tom tu był.
-I?-usiadłam na łóżku.
-Jesteśmy bezpieczni.
-Czyli oni...-urwałam.
-Tak-gdy Simon to powiedział przestałam tłumić płacz, a łzy jawnie spływały stróżkami po moich policzkach.
-Już dobrze-Ed objął mnie, a ja wtuliłam się w niego mocno.
-Już nic nie będzie dobrze. Przeze mnie zabiłeś człowieka. Dwóch ludzi. To wszystko moja wina-mówiłam przez łzy.
-Nic nie jest Twoją winą Em i wszyscy doskonale o tym wiemy-po słowach Simona w pokoju zapanowała cisza, a po chwili chłopak zaczął uciekać z mieszkania.
Próbowaliśmy go zatrzymać, jednak udało mu się w jakiś sposób wymknąć. Całą noc jeździliśmy po mieście próbując znaleźć miejsce w którym się ukrył. Byliśmy chyba wszędzie. Dokładnie o 6:57 dostałam od niego sms Przepraszam za wszystko. Przepraszam Ciebie i Ed'a. Tak naprawdę jest w porządku typem, nie wiem czy potrafiłbym zrobić dla kogoś coś co on zrobił dla mnie. Dziękuje. To już koniec mojej drogi ale ty bądź szczęśliwa. Kocham Cie Skarbie i nigdy nie przestałem.
Gdy przeczytała go na głos od razu przypomniało mi się gdzie jest.
-Musimy zdążyć! Jedź nad rzekę, takie miejsce za miastem, pokieruję Cie-krzyczałam do kierowcy, z desperacją próbując się dodzwonić do Simona.
~
Po tygodniu ciszy prezentuję ten oto krótki rozdział. Co o nim myślę? Nie wiem.
Jedak całkiem prawdopodobne, że przez dłuższy czas nic nie dodam. Po prostu chyba brakuje mi motywacji do pisania.
-Dlaczego jej na to pozwalasz?-zapytał Simon.
-Chodzi Ci o jaranie? Przecież jest dorosła. Chyba to lepsze od alkoholu-Ed był przekonany, że ma racje.
-Nie mówcie o mnie w trzeciej osobie. Słyszę was i potrafię o siebie zadbać!-wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że dziewczyna stała się bardziej nerwowa, jeszcze nie do końca mogła pogodzić się ze swoim położeniem.
-Przepraszam, kochanie ale nie chcę pozwolić by ten dupek zniszczył Ci życie-niepewnie powiedział Simon.
-Chyba się przesłyszałam-Emma posłała mu spojrzenie pełne pogardy.
-Nie rozumiem.
-Proszę nie żartuj- była zażenowana tą sytuacją. Wstała i podeszła do okna, na zewnątrz zobaczyła samochód zaparkowany kilkadziesiąt metrów od wejścia do domu, a w nim dwóch na oko 30-letnich mężczyzn. Gdy zastanawiała się kim są usłyszała, że ktoś do niej podchodzi i wyciąga jej z dłoni skręta.
-Ten za kierownicą to Robert-usłyszała głos Ed'a- nie pamiętam imienia tego drugiego.
-W porządku. Wiecie co? Nie chcę tu być. Wasze zachowanie doprowadza mnie do szału. Zachowujecie się w taki sposób, że nie wytrzymam z Wami ani minuty dłużej! Nie musicie nic mówić, widzę jak na siebie patrzycie to nie do zniesienia! Nie będę z Wami ani minuty dłużej! Gdy się dogadacie wtedy możecie do mnie przyjść!-krzyczała zdecydowanie głośniej niż wymagała tego sytuacja. Wybiegła z salonu, zatrzaskując za sobą drzwi sypialni którą dzieliła z Ed'em.
*Emma*
Co się ze mną dzieje? Jestem jak rozwydrzona trzynastolatka. Powinnam doceniać co Ed robi dla mnie, a jednak obrażam się i krzyczę na niego. W momencie kiedy przez moją głowę przechodziły te myśli wybuchłam płaczem. Leżałam na łóżku gapiąc się w sufit i rozważając czy nie powinnam popełnić samobójstwa. Miałam wrażenie, że moje życie już nigdy nie wróci do normy. Straciłam poczucie czasu. Nie wiem ile czasu trwały moje rozważania. Usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi pokoju, które po kilku sekundach otworzyły się:
-Możemy wejść?
-Tak-powiedziałam tak cicho, że nie jestem pewna czy to usłyszeli, jednak ukradkiem otarłam zły z policzków mając nadzieję, że ze względu na mrok panujący w pokoju nie zauważą, że płakałam.
-Tom tu był.
-I?-usiadłam na łóżku.
-Jesteśmy bezpieczni.
-Czyli oni...-urwałam.
-Tak-gdy Simon to powiedział przestałam tłumić płacz, a łzy jawnie spływały stróżkami po moich policzkach.
-Już dobrze-Ed objął mnie, a ja wtuliłam się w niego mocno.
-Już nic nie będzie dobrze. Przeze mnie zabiłeś człowieka. Dwóch ludzi. To wszystko moja wina-mówiłam przez łzy.
-Nic nie jest Twoją winą Em i wszyscy doskonale o tym wiemy-po słowach Simona w pokoju zapanowała cisza, a po chwili chłopak zaczął uciekać z mieszkania.
Próbowaliśmy go zatrzymać, jednak udało mu się w jakiś sposób wymknąć. Całą noc jeździliśmy po mieście próbując znaleźć miejsce w którym się ukrył. Byliśmy chyba wszędzie. Dokładnie o 6:57 dostałam od niego sms Przepraszam za wszystko. Przepraszam Ciebie i Ed'a. Tak naprawdę jest w porządku typem, nie wiem czy potrafiłbym zrobić dla kogoś coś co on zrobił dla mnie. Dziękuje. To już koniec mojej drogi ale ty bądź szczęśliwa. Kocham Cie Skarbie i nigdy nie przestałem.
Gdy przeczytała go na głos od razu przypomniało mi się gdzie jest.
-Musimy zdążyć! Jedź nad rzekę, takie miejsce za miastem, pokieruję Cie-krzyczałam do kierowcy, z desperacją próbując się dodzwonić do Simona.
~
Po tygodniu ciszy prezentuję ten oto krótki rozdział. Co o nim myślę? Nie wiem.
Jedak całkiem prawdopodobne, że przez dłuższy czas nic nie dodam. Po prostu chyba brakuje mi motywacji do pisania.
Tears don't mean you're losing, everybody's bruising,
Łzy nie znaczą, że przegrywasz, każdy jest posiniaczony,
Just be true to who you are.
Just be true to who you are.
Po prostu bądź szczery z samym sobą.
Wiesz, że te słowa są do Ciebie. Pamiętaj, że nie możemy się poddać. Zrobię wszystko co potrafię aby pomóc Ci to rozwiązać.
środa, 13 marca 2013
7.
*Ed*
Od momentu w którym otworzyłem mu drzwi busa wiedziałem, że się nie polubimy. Pomimo tego, że już tworzymy jedną historie, pomimo tego, że właściwie z jego powodu zabiłem na pewno jednego człowieka, nie wiem co z drugim ale chyba wolę nie wiedzieć. Wskoczył do busa, a Emma właściwie rzuciła mu się na szyję, poczułem zazdrość.
-Nic Ci nie jest?-Simon zapytał z troską, a ja poczułem jeszcze większą zazdrość.
-Jest w porządku-wreszcie się od niego odkleiła i usiadła w fotelu obok, automatycznie objąłem ją dłonią, musiałem pokazać temu dupkowi, że ona jest moja-ale to wszystko zasługa Ed'a. Gdyby nie on..-zauważyłem, że do jej oczu zaczynają napływać łzy.
-Cii... Jeszcze będzie czas o tym rozmawiać, na razie nie chcę byś o tym myślała.-objąłem ją mocniej i pocałowałem w policzek, wtuliła się w moje ramiona. Widziałem jego spojrzenie był zły.
-Właściwie to co robię w samochodzie Ed'a Sheeran'a?-w jego głosie słychać było ironię.
-Tak masz na nazwisko?-Emma spojrzała w moje oczy.
-Tak-straciłem całą pewność siebie.
-Znam skądś to nazwisko.
-No raczej, że znasz, przecież to on śpiewał na Jubileuszu Królowej, pamiętasz?-Był chyba zadowolony z efektu jaki osiągnął. Emma delikatnie odsunęła się ode mnie i przyglądała mi się w okropnie dziwny sposób.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?-wypowiedziała te słowa z nutą rozczarowania w głosie.
-Przecież mówiłem, że jestem piosenkarzem, tekściarzem-próbowałem się tłumaczyć.
W uroczy sposób zamyśliła się, a po chwili powiedziała
-No tak-oczekiwałem bardziej wyczerpującej odpowiedzi ale najważniejsze, że nie jest na mnie zła, bo ponownie wtuliła się w moje ramie.
-Za kilka minut będziemy na miejscu ale muszę zrobić małe kółko by upewnić się, że nikt za nami nie jedzie-na szczęście Tom rozładował atmosferę.
-A tak właściwie gdzie będziemy?-po raz pierwszy chyba od kiedy przebywaliśmy w swoim towarzystwie Simon powiedział coś w naturalny sposób.
-W mieszkaniu mojego przyjaciela, on teraz jest w trasie koncertowej, a jego dom jest strzeżony chyba równie dobrze co Pałac Buckingham-zażartowałem.
-Em właściwie co miałaś na myśli mówiąc, że oni chyba nie żyją?-wszyscy automatycznie staliśmy się śmiertelnie poważni. Nikt chyba tak naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.
*retrospekcja* <klik-muzyka aby wczuć się w klimat>
Czułem na dłoniach coś gorącego i lepkiego pomimo, że wiedziałem o tym że jestem już bezpieczny, że leżę w łóżku w przytulnym mieszkaniu ale bałem się otworzyć oczy, przesunąłem tylko dłonią po pościeli aby pozbyć się tego okropnego uczucia, przez przypadek natrafiłem na czyjąś dłoń. To dłoń Emmy, wiedziałem, że to co zrobiłem było okropne ale gdybym tego nie zrobił stało by się coś, co zniszczyło by jej życie. Nie chciałem na to pozwolić. A właściwie nie mogłem na to pozwolić. Znam ją od kilku dni ale już uświadomiłem sobie ile dla mnie znaczy. Tylko dlaczego ten cały Simon jest dla niej tak ważny? Dlaczego wciąż jest tak smutna kiedy opowiada o ich związku, o tym jak się rozstali. Mówi, że nie chce do niego wrócić ale czy tak czuje? Ona jest wyjątkową kobietą i zasługuje na wyjątkowe traktowanie, a ten dupek? Przez niego ona mogła umrzeć... <już możesz wyłączy muzykę>
-Jesteśmy na miejscu-wszyscy podskoczyliśmy, a więc nie tylko ja zająłem się analizowaniem ostatnich wydarzeń-musimy zaczekać tylko na Rob'a i możemy iść na górę.
*Emma*
Siedzieliśmy na przeciwko siebie, ja i Simon. Przez ten czas nie zauważałam Ed'a siedzącego obok mojego byłego chłopaka. Rozmawialiśmy o tym co się stało, o tym co będzie z nami przez najbliższy czas ale ja wciąż myślałam o tym czy czuję coś jeszcze do Simon'a oraz o tym kim jest dla mnie Ed. Jestem już pewna swoich uczuć. Kocham Simona. Tak, może jestem głupia ale na prawdę go kocham. Kocham miłością taką jaką kocha się brata, a może przyjaciela. W końcu nie da się wymazać wspólnego czasu, tego co nas połączyło. A co do Ed'a, on jest wspaniały. Ciężko jest mi z myślą, że zabił przeze mnie dwie osoby. Wiem, że byli skończonymi bydlakami ale to też ludzie... Tylko dlaczego on mnie tak traktuje? Jak przyjaciółkę. Opiekuje się mną, robi wszystko bym czuła się bezpieczna ale daje mi do zrozumienia, że nic pomiędzy nami nie będzie.
-No to ustaliliśmy, skoro na 99% obydwoje nie żyją możemy czuć się bezpiecznie. O tej kradzieży wiedziałem tylko ja i oni, później co było moim największym błędem powiedziałem o tym Em i teraz wiesz jeszcze ty. Czyli Twoi ochroniarze popytają o to na ulicy, gdy potwierdzą nasze przypuszczenia posiedzimy tu jeszcze kilka dni, a później każdy będzie mógł iść w swoją stronę.-podsumował Simon.
-Myślę, że niektórzy z nas pójdą w tą samą stronę.-Ed gdy to mówił uśmiechnął się, dlaczego mi to robi? Nie chcę być z Simonem więc po co on wmawia nam takie rzeczy?
-Więc mogę iść już pod prysznic?-chciałam chwilę pobyć sama.
Wstałam z sofy, weszłam do sypialni w której spałam z Ed'em, zabrałam dres i koszulkę i skierowałam się do łazienki. Gdy stałam pod prysznicem, a strugi chłodnej wody spływały po moim ciele czułam, że zmywają moje problemy, czułam, że za niedługo moje życie wróci do normy, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
Gdy wróciłam do chłopaków Ed palił jointa, a Simon zupełnie to ignorował i rozmawiał z nim jak gdyby to był zwykły papieros. Pomimo tego, że prowadzili normalną rozmowę widać było, że za sobą nie przepadają, jednak jeśli mamy mieszkać razem co najmniej tydzień muszą się tolerować. Usiadłam pomiędzy nimi i wyjęłam skręta z dłoni rudzielca, wtedy poczułam, że Simon zamraża mnie wzrokiem ale postanowiłam to zignorować, chciałam się rozluźnić.
~
Kolejny rozdział!
Ostatnio tracę zapał do pisania i mam wrażenie, że robię to coraz słabiej, zresztą też zauważyła spadek w statystykach, a więc po prawej dodałam ankietę-jeśli czytasz mojego bloga poproszę o kliknięcie :)
Podoba Wam się pomysł z muzyką dla wprowadzenia odpowiedniego nastroju?
Pozdrawiam :))
Od momentu w którym otworzyłem mu drzwi busa wiedziałem, że się nie polubimy. Pomimo tego, że już tworzymy jedną historie, pomimo tego, że właściwie z jego powodu zabiłem na pewno jednego człowieka, nie wiem co z drugim ale chyba wolę nie wiedzieć. Wskoczył do busa, a Emma właściwie rzuciła mu się na szyję, poczułem zazdrość.
-Nic Ci nie jest?-Simon zapytał z troską, a ja poczułem jeszcze większą zazdrość.
-Jest w porządku-wreszcie się od niego odkleiła i usiadła w fotelu obok, automatycznie objąłem ją dłonią, musiałem pokazać temu dupkowi, że ona jest moja-ale to wszystko zasługa Ed'a. Gdyby nie on..-zauważyłem, że do jej oczu zaczynają napływać łzy.
-Cii... Jeszcze będzie czas o tym rozmawiać, na razie nie chcę byś o tym myślała.-objąłem ją mocniej i pocałowałem w policzek, wtuliła się w moje ramiona. Widziałem jego spojrzenie był zły.
-Właściwie to co robię w samochodzie Ed'a Sheeran'a?-w jego głosie słychać było ironię.
-Tak masz na nazwisko?-Emma spojrzała w moje oczy.
-Tak-straciłem całą pewność siebie.
-Znam skądś to nazwisko.
-No raczej, że znasz, przecież to on śpiewał na Jubileuszu Królowej, pamiętasz?-Był chyba zadowolony z efektu jaki osiągnął. Emma delikatnie odsunęła się ode mnie i przyglądała mi się w okropnie dziwny sposób.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?-wypowiedziała te słowa z nutą rozczarowania w głosie.
-Przecież mówiłem, że jestem piosenkarzem, tekściarzem-próbowałem się tłumaczyć.
W uroczy sposób zamyśliła się, a po chwili powiedziała
-No tak-oczekiwałem bardziej wyczerpującej odpowiedzi ale najważniejsze, że nie jest na mnie zła, bo ponownie wtuliła się w moje ramie.
-Za kilka minut będziemy na miejscu ale muszę zrobić małe kółko by upewnić się, że nikt za nami nie jedzie-na szczęście Tom rozładował atmosferę.
-A tak właściwie gdzie będziemy?-po raz pierwszy chyba od kiedy przebywaliśmy w swoim towarzystwie Simon powiedział coś w naturalny sposób.
-W mieszkaniu mojego przyjaciela, on teraz jest w trasie koncertowej, a jego dom jest strzeżony chyba równie dobrze co Pałac Buckingham-zażartowałem.
-Em właściwie co miałaś na myśli mówiąc, że oni chyba nie żyją?-wszyscy automatycznie staliśmy się śmiertelnie poważni. Nikt chyba tak naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.
*retrospekcja* <klik-muzyka aby wczuć się w klimat>
Czułem na dłoniach coś gorącego i lepkiego pomimo, że wiedziałem o tym że jestem już bezpieczny, że leżę w łóżku w przytulnym mieszkaniu ale bałem się otworzyć oczy, przesunąłem tylko dłonią po pościeli aby pozbyć się tego okropnego uczucia, przez przypadek natrafiłem na czyjąś dłoń. To dłoń Emmy, wiedziałem, że to co zrobiłem było okropne ale gdybym tego nie zrobił stało by się coś, co zniszczyło by jej życie. Nie chciałem na to pozwolić. A właściwie nie mogłem na to pozwolić. Znam ją od kilku dni ale już uświadomiłem sobie ile dla mnie znaczy. Tylko dlaczego ten cały Simon jest dla niej tak ważny? Dlaczego wciąż jest tak smutna kiedy opowiada o ich związku, o tym jak się rozstali. Mówi, że nie chce do niego wrócić ale czy tak czuje? Ona jest wyjątkową kobietą i zasługuje na wyjątkowe traktowanie, a ten dupek? Przez niego ona mogła umrzeć... <już możesz wyłączy muzykę>
-Jesteśmy na miejscu-wszyscy podskoczyliśmy, a więc nie tylko ja zająłem się analizowaniem ostatnich wydarzeń-musimy zaczekać tylko na Rob'a i możemy iść na górę.
*Emma*
Siedzieliśmy na przeciwko siebie, ja i Simon. Przez ten czas nie zauważałam Ed'a siedzącego obok mojego byłego chłopaka. Rozmawialiśmy o tym co się stało, o tym co będzie z nami przez najbliższy czas ale ja wciąż myślałam o tym czy czuję coś jeszcze do Simon'a oraz o tym kim jest dla mnie Ed. Jestem już pewna swoich uczuć. Kocham Simona. Tak, może jestem głupia ale na prawdę go kocham. Kocham miłością taką jaką kocha się brata, a może przyjaciela. W końcu nie da się wymazać wspólnego czasu, tego co nas połączyło. A co do Ed'a, on jest wspaniały. Ciężko jest mi z myślą, że zabił przeze mnie dwie osoby. Wiem, że byli skończonymi bydlakami ale to też ludzie... Tylko dlaczego on mnie tak traktuje? Jak przyjaciółkę. Opiekuje się mną, robi wszystko bym czuła się bezpieczna ale daje mi do zrozumienia, że nic pomiędzy nami nie będzie.
-No to ustaliliśmy, skoro na 99% obydwoje nie żyją możemy czuć się bezpiecznie. O tej kradzieży wiedziałem tylko ja i oni, później co było moim największym błędem powiedziałem o tym Em i teraz wiesz jeszcze ty. Czyli Twoi ochroniarze popytają o to na ulicy, gdy potwierdzą nasze przypuszczenia posiedzimy tu jeszcze kilka dni, a później każdy będzie mógł iść w swoją stronę.-podsumował Simon.
-Myślę, że niektórzy z nas pójdą w tą samą stronę.-Ed gdy to mówił uśmiechnął się, dlaczego mi to robi? Nie chcę być z Simonem więc po co on wmawia nam takie rzeczy?
-Więc mogę iść już pod prysznic?-chciałam chwilę pobyć sama.
Wstałam z sofy, weszłam do sypialni w której spałam z Ed'em, zabrałam dres i koszulkę i skierowałam się do łazienki. Gdy stałam pod prysznicem, a strugi chłodnej wody spływały po moim ciele czułam, że zmywają moje problemy, czułam, że za niedługo moje życie wróci do normy, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
Gdy wróciłam do chłopaków Ed palił jointa, a Simon zupełnie to ignorował i rozmawiał z nim jak gdyby to był zwykły papieros. Pomimo tego, że prowadzili normalną rozmowę widać było, że za sobą nie przepadają, jednak jeśli mamy mieszkać razem co najmniej tydzień muszą się tolerować. Usiadłam pomiędzy nimi i wyjęłam skręta z dłoni rudzielca, wtedy poczułam, że Simon zamraża mnie wzrokiem ale postanowiłam to zignorować, chciałam się rozluźnić.
~
Kolejny rozdział!
Ostatnio tracę zapał do pisania i mam wrażenie, że robię to coraz słabiej, zresztą też zauważyła spadek w statystykach, a więc po prawej dodałam ankietę-jeśli czytasz mojego bloga poproszę o kliknięcie :)
Podoba Wam się pomysł z muzyką dla wprowadzenia odpowiedniego nastroju?
Pozdrawiam :))
niedziela, 10 marca 2013
6.
*Lily*
-Cholera co się z Tobą dzieje!-Krzyknęłam rzucając telefon na łóżko.
Od dokładnie 28 godzin Emma nie odbierała ode mnie telefonu, wiedziałam, że stało się coś złego. Ostatnim naszym kontaktem był jej sms Nie wiem skąd w moim życiu wziął się ten facet ale jest świetny xx.
Po chwili usłyszałam dźwięk dzwonka, spojrzałam na wyświetlacz-nie miałam zapisanego tego numeru. Ale wiedziałam, że powinnam odebrać.
-Lily, to ja Emma.-Powiedziała bardzo szybko.
-Gdzie ty jesteś, co się z Tobą dzieje?-powiedziałam prawie bezdźwięcznie.
-Nie mogę Ci nic powiedzieć ale musisz mi zaufać i coś dla mnie zrobić, znajdź Simona ale bądź ostrożna i powiedz, że jego obawy właśnie się realizują i że musi do mnie zadzwonić, podaj mu ten numer. Telefon włączę za 2 godziny ale tylko na 20 minut jeśli nie znajdziesz go lub będzie Ci coś groziło zadzwoń i pomogę Ci się ukryć-ja jestem już bezpieczna. Kocham Cię i uważaj na siebie.
Rozłączyła się, a ja nie miałam pojęcia o czym do mnie mówiła. Jakie obawy? Co miała na myśli? Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Simona- jego telefon był wyłączony, a więc wzięłam kluczyki od samochodu, plecak i szybko ubrałam trampki było bardzo zimno od razu żałowałam, że nie zabrałam kurtki ale nie miałam czasu by po nią wrócić. Jeśli będę miała szczęście do mieszkania Simona dotrę za godzinę, a więc zostanie mi mało czasu na jakiekolwiek inne poszukiwania. Jechałam bardzo szybko, po dokładnie 65 minutach stałam pod budynkiem w którym mieszkał. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka- zapukałam do drzwi-po drugiej stronie cisza. Próbowałam zadzwonić-telefon był wyłączony. Zapukałam po raz kolejny i zaczęłam go wołać. Usłyszałam jakiś ruch w mieszkaniu.
-Simon, to ja Lily. Słyszysz mnie?- wyszeptałam do zamkniętych drzwi.
-Tak, nie mów już nic, otwieram.
Po kilkunastu sekundach stał przede mną. Był wystraszony, wyglądał jakby od kilku dni nie spał.
-Dzwoniła do mnie Emma i powiedziała, że właśnie Twoje obawy właśnie się realizują-nakreśliłam w powietrzu cudzysłów.
Jego oczy się rozszerzyły do wręcz nieludzkich rozmiarów-właśnie zrozumiałam sens powiedzenia "strach ma wielkie oczy".
*Simon*
Zamknąłem drzwi za sobą i Lily, usiadłem na podłodze i odpaliłem papierosa, wiedziałem, że muszę jej to opowiedzieć ale postanowiłem pominąć pewne elementy aby była bezpieczna, a przynajmniej bezpieczniejsza niż w przypadku poznania całej prawdy.
-Wiesz o moim nałogu-zacząłem opowiadać swoją historie-w czasie kiedy brałem zadawałem się z różnymi typami. Nie potrafię o tym opowiadać. Naraziłem się pewnym ludziom- złym ludziom. Oni trafili do więzienia ale kilka tygodni temu wyszli na wolność. Tyle powinnaś wiedzieć więcej informacji może sprawić, że będziesz w niebezpieczeństwie.
-Kurwa! Jestem już dużą dziewczynką, chce wiedzieć co się dzieje-z jednej strony rozumiałam jej postawę ale nie mogłem pozwolić by narażała się przeze mnie.
-Nie ma takiej opcji. Lepiej powiedz mi jeszcze raz co Emma mówiła przez telefon-chciałem odciągnąć jej uwagę.
-Opowiadałam już dwa razy, lepiej już do niej zadzwoń.
Daj mi swoją komórkę to niebezpieczne dzwonić z mojej. Dziewczyna wykonała moje polecenie, a ja wybrałem numer z którego wcześniej dzwoniła Emma. Po jednym sygnale usłyszałem jej cudowny głos
-Znalazłaś go?-Słyszałem strach, a więc wzbudzam w niej jeszcze jakieś uczucia.
-Tak, to ja. Jeszcze żyję-odpowiedziałem z ironią ale szybko jej pożałowałem.
-Strasznie się cieszę, Simon oni znaleźli mnie ale...-usłyszałem jak wzdycha- oni już chyba nie żyją.
-O czym ty mówisz?
-Jesteś bezpieczny?
-Nie wiem-ale wiedziałem, że nie. Przecież moje mieszkanie będzie pierwszym miejscem w którym będą mnie szukać i jestem pewny, że zamek ich nie powstrzyma.
-Za 30 minut przyjedzie po Ciebie samochód, czarny bus w środku będzie Tom, wygląda groźnie ale sprawi, że będziesz bezpieczny. Przywiezie Cie do mnie i mojego przyjaciela.
-Gdzie jesteś? Jesteś cała? Kim jest Twój przyjaciel? Przepraszam to wszystko moja wina-miałem ogromne wyrzuty sumienia.
-Ciii... Za niedługo się spotkamy i porozmawiamy. Myślisz, że Lily jest jeszcze bezpieczna?
-Tak ona tak, powiem by wróciła do domu, niech lepiej nie przebywa w moim towarzystwie.
-Za 28 minut wyjdź na ulicę.
-Jak poznam tego Tom'a?
-Spokojnie, na pewno go poznasz-usłyszałem jej cichy chichot.
Przerwała połączenie.
-Jedź do domu i nie dzwoń ani do mnie ani do Emmy, gdy to wszystko się uspokoi odezwiemy się-podszedłem do niej, objąłem ją i pocałowałem w czoło, jej zapach przypomniał mi to co stało się pomiędzy nami. To było kila dni temu, a ja mam wrażenie że minęły całe lata.
-Dobrze-byłem zaskoczony jak szybko ją przekonałem. Wyjęła z mojej dłoni komórkę, zebrała swoje rzeczy i poszła w kierunku drzwi. Widziałem jak rękawem ściera łzę z policzka. Wziąłem głęboki oddech, zatrzasnąłem drzwi i spakowałem kilka najpotrzebniejszych przedmiotów. Spojrzałem na zegarek-już czas. Ostatnie spojrzenie na mój dom. To było wspaniałe miejsce, wszystko przypominało mi o tym jak budowałem życie na nowo z moją kobietą-najwspanialszą osobą na świecie. Zdawałem sobie sprawę z tego jak wiele dla mnie poświęciła i naprawdę to doceniałem. Szybko tu nie wrócę-pomyślałem. Wyszedłem i postanowiłem zamknąć drzwi na klucz chociaż wiedziałem, że ich nie zatrzymają.
Punktualnie o umówionej godzinie zobaczyłem duży czarny samochód, a w środku czarnoskórego mężczyznę który-o zgrozo- uśmiechnął się do mnie, i pokazał swoje duże białe zęby, a więc to musi być Tom-pomyślałem. Zatrzymał się gwałtownie i w tym samym momencie rozsunęły się drzwi, a w środku zobaczyłem Emme i... w środku z moją dziewczyną, yy... w środku z moją byłą dziewczyną siedział Ed Sheeran. Skąd ona go wytrzasnęła?!
~
Cieszę się, że udało mi się Was zaskoczyć zakończeniem poprzedniego rozdziału.
To już 6 rozdział nawet nie zauważyłam jak szybko minęło te kilka tygodni od założenia bloga.
Zdradzę Wam tajemnice kolejnego rozdziału, w nim Emma dowie się, że Ed jest wokalistą rozpoznawanym na świecie.
Czy waszym zdaniem powinnam coś zmienić?
-Cholera co się z Tobą dzieje!-Krzyknęłam rzucając telefon na łóżko.
Od dokładnie 28 godzin Emma nie odbierała ode mnie telefonu, wiedziałam, że stało się coś złego. Ostatnim naszym kontaktem był jej sms Nie wiem skąd w moim życiu wziął się ten facet ale jest świetny xx.
Po chwili usłyszałam dźwięk dzwonka, spojrzałam na wyświetlacz-nie miałam zapisanego tego numeru. Ale wiedziałam, że powinnam odebrać.
-Lily, to ja Emma.-Powiedziała bardzo szybko.
-Gdzie ty jesteś, co się z Tobą dzieje?-powiedziałam prawie bezdźwięcznie.
-Nie mogę Ci nic powiedzieć ale musisz mi zaufać i coś dla mnie zrobić, znajdź Simona ale bądź ostrożna i powiedz, że jego obawy właśnie się realizują i że musi do mnie zadzwonić, podaj mu ten numer. Telefon włączę za 2 godziny ale tylko na 20 minut jeśli nie znajdziesz go lub będzie Ci coś groziło zadzwoń i pomogę Ci się ukryć-ja jestem już bezpieczna. Kocham Cię i uważaj na siebie.
Rozłączyła się, a ja nie miałam pojęcia o czym do mnie mówiła. Jakie obawy? Co miała na myśli? Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Simona- jego telefon był wyłączony, a więc wzięłam kluczyki od samochodu, plecak i szybko ubrałam trampki było bardzo zimno od razu żałowałam, że nie zabrałam kurtki ale nie miałam czasu by po nią wrócić. Jeśli będę miała szczęście do mieszkania Simona dotrę za godzinę, a więc zostanie mi mało czasu na jakiekolwiek inne poszukiwania. Jechałam bardzo szybko, po dokładnie 65 minutach stałam pod budynkiem w którym mieszkał. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka- zapukałam do drzwi-po drugiej stronie cisza. Próbowałam zadzwonić-telefon był wyłączony. Zapukałam po raz kolejny i zaczęłam go wołać. Usłyszałam jakiś ruch w mieszkaniu.
-Simon, to ja Lily. Słyszysz mnie?- wyszeptałam do zamkniętych drzwi.
-Tak, nie mów już nic, otwieram.
Po kilkunastu sekundach stał przede mną. Był wystraszony, wyglądał jakby od kilku dni nie spał.
-Dzwoniła do mnie Emma i powiedziała, że właśnie Twoje obawy właśnie się realizują-nakreśliłam w powietrzu cudzysłów.
Jego oczy się rozszerzyły do wręcz nieludzkich rozmiarów-właśnie zrozumiałam sens powiedzenia "strach ma wielkie oczy".
*Simon*
Zamknąłem drzwi za sobą i Lily, usiadłem na podłodze i odpaliłem papierosa, wiedziałem, że muszę jej to opowiedzieć ale postanowiłem pominąć pewne elementy aby była bezpieczna, a przynajmniej bezpieczniejsza niż w przypadku poznania całej prawdy.
-Wiesz o moim nałogu-zacząłem opowiadać swoją historie-w czasie kiedy brałem zadawałem się z różnymi typami. Nie potrafię o tym opowiadać. Naraziłem się pewnym ludziom- złym ludziom. Oni trafili do więzienia ale kilka tygodni temu wyszli na wolność. Tyle powinnaś wiedzieć więcej informacji może sprawić, że będziesz w niebezpieczeństwie.
-Kurwa! Jestem już dużą dziewczynką, chce wiedzieć co się dzieje-z jednej strony rozumiałam jej postawę ale nie mogłem pozwolić by narażała się przeze mnie.
-Nie ma takiej opcji. Lepiej powiedz mi jeszcze raz co Emma mówiła przez telefon-chciałem odciągnąć jej uwagę.
-Opowiadałam już dwa razy, lepiej już do niej zadzwoń.
Daj mi swoją komórkę to niebezpieczne dzwonić z mojej. Dziewczyna wykonała moje polecenie, a ja wybrałem numer z którego wcześniej dzwoniła Emma. Po jednym sygnale usłyszałem jej cudowny głos
-Znalazłaś go?-Słyszałem strach, a więc wzbudzam w niej jeszcze jakieś uczucia.
-Tak, to ja. Jeszcze żyję-odpowiedziałem z ironią ale szybko jej pożałowałem.
-Strasznie się cieszę, Simon oni znaleźli mnie ale...-usłyszałem jak wzdycha- oni już chyba nie żyją.
-O czym ty mówisz?
-Jesteś bezpieczny?
-Nie wiem-ale wiedziałem, że nie. Przecież moje mieszkanie będzie pierwszym miejscem w którym będą mnie szukać i jestem pewny, że zamek ich nie powstrzyma.
-Za 30 minut przyjedzie po Ciebie samochód, czarny bus w środku będzie Tom, wygląda groźnie ale sprawi, że będziesz bezpieczny. Przywiezie Cie do mnie i mojego przyjaciela.
-Gdzie jesteś? Jesteś cała? Kim jest Twój przyjaciel? Przepraszam to wszystko moja wina-miałem ogromne wyrzuty sumienia.
-Ciii... Za niedługo się spotkamy i porozmawiamy. Myślisz, że Lily jest jeszcze bezpieczna?
-Tak ona tak, powiem by wróciła do domu, niech lepiej nie przebywa w moim towarzystwie.
-Za 28 minut wyjdź na ulicę.
-Jak poznam tego Tom'a?
-Spokojnie, na pewno go poznasz-usłyszałem jej cichy chichot.
Przerwała połączenie.
-Jedź do domu i nie dzwoń ani do mnie ani do Emmy, gdy to wszystko się uspokoi odezwiemy się-podszedłem do niej, objąłem ją i pocałowałem w czoło, jej zapach przypomniał mi to co stało się pomiędzy nami. To było kila dni temu, a ja mam wrażenie że minęły całe lata.
-Dobrze-byłem zaskoczony jak szybko ją przekonałem. Wyjęła z mojej dłoni komórkę, zebrała swoje rzeczy i poszła w kierunku drzwi. Widziałem jak rękawem ściera łzę z policzka. Wziąłem głęboki oddech, zatrzasnąłem drzwi i spakowałem kilka najpotrzebniejszych przedmiotów. Spojrzałem na zegarek-już czas. Ostatnie spojrzenie na mój dom. To było wspaniałe miejsce, wszystko przypominało mi o tym jak budowałem życie na nowo z moją kobietą-najwspanialszą osobą na świecie. Zdawałem sobie sprawę z tego jak wiele dla mnie poświęciła i naprawdę to doceniałem. Szybko tu nie wrócę-pomyślałem. Wyszedłem i postanowiłem zamknąć drzwi na klucz chociaż wiedziałem, że ich nie zatrzymają.
Punktualnie o umówionej godzinie zobaczyłem duży czarny samochód, a w środku czarnoskórego mężczyznę który-o zgrozo- uśmiechnął się do mnie, i pokazał swoje duże białe zęby, a więc to musi być Tom-pomyślałem. Zatrzymał się gwałtownie i w tym samym momencie rozsunęły się drzwi, a w środku zobaczyłem Emme i... w środku z moją dziewczyną, yy... w środku z moją byłą dziewczyną siedział Ed Sheeran. Skąd ona go wytrzasnęła?!
~
Cieszę się, że udało mi się Was zaskoczyć zakończeniem poprzedniego rozdziału.
To już 6 rozdział nawet nie zauważyłam jak szybko minęło te kilka tygodni od założenia bloga.
Zdradzę Wam tajemnice kolejnego rozdziału, w nim Emma dowie się, że Ed jest wokalistą rozpoznawanym na świecie.
Czy waszym zdaniem powinnam coś zmienić?
środa, 6 marca 2013
5.
Maybe one day you'll understand why
Everything you touch, oh it dies
Everything you touch, oh it dies
*Simon*
Nie potrafię zrozumieć jak mogłem ją zdradzić. Przecież ona jest całym moim światem, to dzięki niej dzisiaj żyję jak każdy inny. Dzięki niej wyszedłem na prostą, to ona była moim jedynym celem aby się z tego uwolnić. To wszystko było dla niej. Muszę ją odzyskać-Emma kocham Cie!
*Emma*
Nie mam pojęcia jak długo byłam nieprzytomna. Kiedy zaczęłam się budzić poczułam obrzydliwy zapach wilgoci zmieszany z przyjemnym zapachem męskich perfum. Leżałam na zimnej betonowej posadzce ale czułam, że pod głową mam coś miękkiego i ciepłego, ktoś głaskał mnie bardzo delikatnie po włosach... Bałam się otworzyć oczy. Leżałam tak kilka minut, czekałam na jakiś rozwój sytuacji, jednak nic się nie działo. Odważyłam się i lekko uchyliłam powieki, zorientowałam się, że moja głowa jest oparta o czyjeś uda, widziałam ciemne jeansy i parę znoszonych już adidasów firmy Nike. Byliśmy w strasznie zaśmieconym pomieszczeniu, pod ścianami ustawione były regały, a na nich walało się mnóstwo przedmiotów, począwszy na jakiś starych ubraniach, poprzez puste butelki, a kończąc na książkach i starych płytach. W drugim końcu tej pakamery stał stary stół, a obok uschnięta choinka bożonarodzeniowa.Powoli zaczęłam obracać głowę by zobaczyć czy tym mężczyzną na którego nogach leżę jest ten, kogo się spodziewam. Tak, to był on. Intrygujący rudzielec z hipnotyzującymi tęczówkami. Przez chwilę nie robiliśmy nic tylko patrzyliśmy sobie w oczy, nie wiedziałam czy to jego wina, że tu jesteśmy. Zastanawiałam się czy znów spotkałam kogoś kto będzie wplątywał mnie w swoje niezbyt czyste interesy-no bo skoro nie chce mówić o swoim zawodzie musi mieć jakiś powód w ciągu tych kilku chwil przez moją głowę przeszła lawina myśli. Z zawieszenia wyrwał mnie jego głos:
-Jak się czujesz?-Nie potrafiłam odczytać emocji z jakimi zadał mi to pytanie.
-Nie wiem...-urwałam-gdzie jesteśmy?
-W jakiejś piwnicy, nie wiem dokładnie bo zasłonili mi twarz.-Nadal był dziwnie spokojny, zero emocji.
-Wiesz czego od nas chcą,-zaczęłam powoli się podnosić-prawda?-Teraz byłam już z nim twarzą w twarz.
-Nie ale się domyślam.-Jego twarz nadal pozostawała kamienna jednak w oczach widziałam smutek i poczucie winy. Jak się później okazało te emocje były zbędne. Odwrócił wzrok.
-Boję się.-Nie wiem dlaczego to powiedziałam, zazwyczaj zgrywałam się i nie pokazywałam strachu.
-Dopóki żyję nie pozwolę Cie skrzywdzić.-Znów patrzył mi w oczy.
Usłyszeliśmy dźwięk klucza otwierającego zamek i do naszego więzienia weszło dwóch osiłków ubranych w czarne skóry. Poznałam jednego z nich. Wiedziałam dlaczego tu jesteśmy.
*Ed*
Kiedy Ci kolesie weszli, my staliśmy już prawie na baczność. Gdy ich twarze oświetliło słabe światło żarówki którą nam zostawili włączoną Emma prawie zemdlała ze strachu. Objąłem ją mocno w tali by nie osunęła się na posadzkę. Poznała ich, w przeciwnym razie by tak nie zareagowała.
-Stary, popatrz jakie gołąbeczki-wybuchł idiotycznym śmiechem-a co o tym myśli Simon?
Kim do cholery jest Simon?-zastanawiałem się jednak wolałem nic nie mówić.
-Nie jestem już z Simonem-usłyszałem niepewny głos Emmy.
-To niedobrze kochanie bo my właśnie w jego sprawie-podszedł do niej i chyba chciał ją objąć, odepchnąłem go.
-Nie dotykaj jej-krzyknąłem do niego, chciałem zgrywać odważnego, a właściwie tak się czułem.
-Nie rozśmieszaj mnie chłopczyku!-złapał mnie za ramiona i rzucił w jeden z regałów, chyba straciłem przytomność bo nie pamiętam tego co działo się przez następne kilka minut.
Gdy się ocknąłem leżałem na podłodze otoczony stłuczonym szkłem i innymi przedmiotami które spadły wraz ze mną z szafki. Jednak to co działo się po drugiej stronie tego pomieszczenia mnie przeraziło, Emma leżała na stole, a tych dwóch obleśnych typów się do niej dobierało. Widziałem jej oczy-była bliska płaczu, chciała bym jej pomógł ale byłem prawie bezsilny. Jednak przyszedł mi do głowy szalony pomysł, złapałem jedną z nadtłuczonych butelek i rzuciłem się na stojącego bliżej mnie faceta. To były ułamki sekund, wiedziałem, że jeśli nie zabiję go on skrzywdzi tą bezbronną kobietę. Jednym szybkim ruchem przejechałem butelką po jego szyi, upadł na kolana, zaczął się dusić, a w okół było pełno krwi. Jego kumpel był zaskoczony, a może przerażony, a może i to i to? Złapałem stojący niedaleko wielki kryształowy wazon i uderzyłem go w głowę. Przez moment się nie ruszał tylko patrzy tępym wzrokiem przed siebie, a następnie osunął się po ścianie na posadzkę. Emma była cała roztrzęsiona, spojrzała na dwa nieruchome już ciała, a następnie na mnie, chyba mnie też się bała.
-Nie zrobię Ci krzywdy, chciałem Cie po prostu ratować, nie bój się.-Powiedziałem spokojnie i podałem jej rękę.
Zeskoczyła ze stołu ponad kałużą krwi szybko poprawiła ubranie i wybiegliśmy z tej piwnicy. Zachowywaliśmy się cicho, jednak budynek był pusty, byliśmy zaskoczeni bo po wyjściu okazało się, że jesteśmy zaledwie przecznicę od mieszkania Emmy. Zadecydowałem jednak, że pojedziemy do mnie bo tam będzie bezpieczniej. Gdy siedzieliśmy w moim samochodzie ona zapytała:
-Dlaczego zachowujesz się jakby zabijanie było Twoją codziennością?
~
Jak zwykle czekam na jakieś uwagi :)
sobota, 2 marca 2013
4.
*Ed*
Zadzwoniłem po taksówkę, pożegnałem się z Jordanem, tak właściwie to od czasu kiedy on u mnie pomieszkuje czuję się w pewnym sensie bezpieczniej, bo wiem, że on nie pozwoli mi znów do tego wrócić.
Zabrałem papierosy, portfel i telefon wyszedłem na zewnątrz bo przed przyjazdem taksówki chciałem jeszcze zapalić papierosa. Po kilku minutach byłem już w drodze do Emmy, a więc wysłałem jej sms Będę u Ciebie za ok. 30 minut x odpisała mi Bardzo się cieszę i czekam już x.
*kilka godzin wcześniej*
*Emma*
-Nie wiem co mnie ugryzło, że zaprosiłam go do siebie.-Powiedziałam do Lilly.
Inni mogą dziwić się, że wybaczyłam zdradę przyjaciółce ale ja naprawdę jestem jej wdzięczna za to co się stało. Moglibyście mi zarzucić, że skoro jej wybaczyłam to dlaczego nie zachowałam się tak samo w stosunku do Simona. Powód jest prosty, nie kocham go. Podobno miłość nie przychodzi i nie odchodzi z dnia na dzień ale w moim przypadku tak było. Nasz związek był czymś wspaniałym, doskonale wiedzieliśmy że jesteśmy sobie potrzebni. On pomógł mi po stracie taty, a ja pomogłam mu w rzuceniu uzależnienia. Doskonale pamiętam dzień kiedy wziął ostatnią tabletkę extasy, pamiętam, że zanim ona zaczęła działać płakał i prosił mnie o pomoc. Nie mogłam mu odmówić. Poradził sobie z uzależnieniem szybko po ok. roku był 'czysty' i mogliśmy spróbować stworzyć związek, pomimo tego, że byliśmy młodzi mieliśmy za sobą kilka trudnych historii.
-Już teraz tak nie mów, zaprosiłaś go, koniec. Stało się. Lepiej zastanów się co przygotujesz na kolację.-Przyjaciółka próbowała mnie uspokoić.
-Chyba zapiekankę z brokułami, to jest potrawa która wychodzi mi najlepiej, zresztą sama wiesz.
-No tak, masz rację.-Lily uśmiechnęła się do mnie.
-W taki razie naszymi planami na dzisiaj będzie wypad do supermarketu-zażartowałam.
*godzina 20, tego samego dnia*
*Ed*
Po drodze kupiłem Emmie mały bukiecik kwiatów, nie wiem jakich, nie znam się. Stałem pod drzwiami jej mieszkania, denerwowałem się. W końcu wziąłem głęboki oddech i zapukałem. Po chwili usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w zamku i drzwi się otworzyły. Moja nowa znajoma była jeszcze piękniejsza niż ją zapamiętałem. Przywitała mnie promiennym uśmiechem
-Wejdź, zapraszam.-objąłem ją delikatnie i poczułem piękny zapach jej perfum, ona pocałowała mnie w policzek.
-Ładnie mieszkanie-powiedziałem.
-Dziękuje bardzo, napijesz się czegoś?-Mówiąc to, nalewała mi już soku.-Usiądź do stołu, a ja już wyciągam zapiekankę z piekarnika.
Przygotowana przez Emmę kolacja była przepyszna, jedząc rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Było naprawdę świetnie. Gdy zjedliśmy, a dziewczyna włożyła naczynia do zmywarki zaproponowałem spacer, bo to był naprawdę piękny wieczór, a jak się dowiedziałem Emma też lubiła nocne spacery.
*Emma*
Szliśmy ciemnymi uliczkami miasta które uwielbiałam, nie mieszkam tu od urodzenia ale kocham je bardziej niż swoje rodzinne miasto. Uwielbiam jego nocne życie, często wieczorami zamiast seksownej sukienki ubieram dres i oglądam ludzi wchodzących do klubów, ludzi którzy szukają szczęścia. Na ich twarzach widać to jaki dzień mają za sobą.
Ale dziś sama szukałam szczęścia, spacerując w objęciach chłopaka którego widziałam drugi raz w życiu. Wiedziałam co lubi ale nie wiedziałam jak ma na nazwisko, właściwie on też nie znał mojego, nie wiedziałam czym się zajmuje, z czego się utrzymuje. Nie chciał o tym rozmawiać, nie wiem dlaczego. Cieszyłam się każdą sekundą tego wieczoru aż do momentu kiedy mocny ból w głowie mnie sparaliżował i poczułam, że upadam w ostatniej chwili zobaczyłam, że jakiś przerośnięty facet przyciska srebrzyste ostrze do szyi Ed'a. Moją ostatnią myślą było właśnie takie uczucie towarzyszy umieraniu.
~
Bardzo dziękuje za komentarze i wyświetlenia, sprawiają mi bardzo dużo radości bo przynajmniej wiem, że nie piszę dla samej siebie no i Darii ;)
Zadzwoniłem po taksówkę, pożegnałem się z Jordanem, tak właściwie to od czasu kiedy on u mnie pomieszkuje czuję się w pewnym sensie bezpieczniej, bo wiem, że on nie pozwoli mi znów do tego wrócić.
Zabrałem papierosy, portfel i telefon wyszedłem na zewnątrz bo przed przyjazdem taksówki chciałem jeszcze zapalić papierosa. Po kilku minutach byłem już w drodze do Emmy, a więc wysłałem jej sms Będę u Ciebie za ok. 30 minut x odpisała mi Bardzo się cieszę i czekam już x.
*kilka godzin wcześniej*
*Emma*
-Nie wiem co mnie ugryzło, że zaprosiłam go do siebie.-Powiedziałam do Lilly.
Inni mogą dziwić się, że wybaczyłam zdradę przyjaciółce ale ja naprawdę jestem jej wdzięczna za to co się stało. Moglibyście mi zarzucić, że skoro jej wybaczyłam to dlaczego nie zachowałam się tak samo w stosunku do Simona. Powód jest prosty, nie kocham go. Podobno miłość nie przychodzi i nie odchodzi z dnia na dzień ale w moim przypadku tak było. Nasz związek był czymś wspaniałym, doskonale wiedzieliśmy że jesteśmy sobie potrzebni. On pomógł mi po stracie taty, a ja pomogłam mu w rzuceniu uzależnienia. Doskonale pamiętam dzień kiedy wziął ostatnią tabletkę extasy, pamiętam, że zanim ona zaczęła działać płakał i prosił mnie o pomoc. Nie mogłam mu odmówić. Poradził sobie z uzależnieniem szybko po ok. roku był 'czysty' i mogliśmy spróbować stworzyć związek, pomimo tego, że byliśmy młodzi mieliśmy za sobą kilka trudnych historii.
-Już teraz tak nie mów, zaprosiłaś go, koniec. Stało się. Lepiej zastanów się co przygotujesz na kolację.-Przyjaciółka próbowała mnie uspokoić.
-Chyba zapiekankę z brokułami, to jest potrawa która wychodzi mi najlepiej, zresztą sama wiesz.
-No tak, masz rację.-Lily uśmiechnęła się do mnie.
-W taki razie naszymi planami na dzisiaj będzie wypad do supermarketu-zażartowałam.
*godzina 20, tego samego dnia*
*Ed*
Po drodze kupiłem Emmie mały bukiecik kwiatów, nie wiem jakich, nie znam się. Stałem pod drzwiami jej mieszkania, denerwowałem się. W końcu wziąłem głęboki oddech i zapukałem. Po chwili usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w zamku i drzwi się otworzyły. Moja nowa znajoma była jeszcze piękniejsza niż ją zapamiętałem. Przywitała mnie promiennym uśmiechem
-Wejdź, zapraszam.-objąłem ją delikatnie i poczułem piękny zapach jej perfum, ona pocałowała mnie w policzek.
-Ładnie mieszkanie-powiedziałem.
-Dziękuje bardzo, napijesz się czegoś?-Mówiąc to, nalewała mi już soku.-Usiądź do stołu, a ja już wyciągam zapiekankę z piekarnika.
Przygotowana przez Emmę kolacja była przepyszna, jedząc rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Było naprawdę świetnie. Gdy zjedliśmy, a dziewczyna włożyła naczynia do zmywarki zaproponowałem spacer, bo to był naprawdę piękny wieczór, a jak się dowiedziałem Emma też lubiła nocne spacery.
*Emma*
Szliśmy ciemnymi uliczkami miasta które uwielbiałam, nie mieszkam tu od urodzenia ale kocham je bardziej niż swoje rodzinne miasto. Uwielbiam jego nocne życie, często wieczorami zamiast seksownej sukienki ubieram dres i oglądam ludzi wchodzących do klubów, ludzi którzy szukają szczęścia. Na ich twarzach widać to jaki dzień mają za sobą.
Ale dziś sama szukałam szczęścia, spacerując w objęciach chłopaka którego widziałam drugi raz w życiu. Wiedziałam co lubi ale nie wiedziałam jak ma na nazwisko, właściwie on też nie znał mojego, nie wiedziałam czym się zajmuje, z czego się utrzymuje. Nie chciał o tym rozmawiać, nie wiem dlaczego. Cieszyłam się każdą sekundą tego wieczoru aż do momentu kiedy mocny ból w głowie mnie sparaliżował i poczułam, że upadam w ostatniej chwili zobaczyłam, że jakiś przerośnięty facet przyciska srebrzyste ostrze do szyi Ed'a. Moją ostatnią myślą było właśnie takie uczucie towarzyszy umieraniu.
~
Bardzo dziękuje za komentarze i wyświetlenia, sprawiają mi bardzo dużo radości bo przynajmniej wiem, że nie piszę dla samej siebie no i Darii ;)
środa, 27 lutego 2013
3.
*Emma*
-Tak, słucham?-Powiedziałam zaniepokojona tym kto do mnie dzwoni.
-Dobry wieczór, dzwonię z Fish&Chips, niestety muszę odwołać pani zamówienie ponieważ mamy awarię prądu w lokalu.
-Ale ja niczego nie zamawiałam.
-Och, w takim razie przepraszam za pomyłkę i życzę udanego wieczoru.
-Na pewno.-Wysyczałam ze złością
-Słucham?-Odpowiedział zaskoczony głos po drugiej stronie słuchawki.
-Nie ważne, dobranoc.-Rozłączyłam się.
Dlaczego zachowałam się w tak idiotyczny sposób? Co mi zrobił ten biedny chłopak, że tak go potraktowałam? Chyba po prostu potrzebowałam się na kimś wyżyć, a on się sam podsunął. Ponownie włączyłam film i nie wiem nawet po jakim czasie usnęłam.
Ze snu wyrwał mnie ponownie dźwięk telefonu, znów to samo- numer nieznany, spojrzałam na zegarek była 02:15. Nie chciałam odbierać, bałam się. Od czasu kiedy TO się stało nie chcę odbierać telefonów dzwoniących później niż 21. Wiem, że to dziwne. Odrzuciłam połączenie i wyłączyłam telefon.
Poszłam do sypialni, zdjęłam ubranie i wślizgnęłam się w mięciutką pościel. Ale nie mogłam spać, mnóstwo razy budziły mnie jakieś niepokojące dźwięki, głupie sny, a w dodatku ta burza! Od dziecka bardzo boję się burz, a ta jest pierwsza od czasu gdy mieszkam sama.
Następnego dnia wstałam wcześnie, to co zobaczyłam gdy wyjrzałam przez okno sprawiło, że poczułam się nieswojo, drzewo rosnące przed moim domem zostało złamane przez wiatr i leżało na drodze, w okół było pełno połamanych gałęzi i śmieci.
Postanowiłam wziąć prysznic, później zjadłam śniadanie i rozsiadłam się na sofie w salonie, zamierzałam oglądać TV ale przypomniało mi się, że nocna wichura zerwała linie wysokiego napięcia. Chwyciłam więc swój telefon, a na myśl jakie informacje mogą tam na mnie czekać przeszedł mnie zimny dreszcz. Miałam jeden sms, od Lily. Przed przeczytaniem spojrzałam na godzinę nadania, chciałam wiedzieć czy to ona mnie niepokoiła w nocy ale wiadomość od niej była wysłana zaledwie 4 minuty wcześniej, a brzmiała tak: Dzień dobry Kocie, może wyjdziemy gdzieś teraz bo dostałam dzień wolnego? x właściwie to sama zamierzałam do niej napisać ale nie byłam pewna jak pracuje, a wiec odpisałam: Jasne, będę u Ciebie za 15 minut to coś wymyślimy x
*Ed*
Dlaczego jestem takim tchórzem? Skoro potrafiłem zrobić pierwszy krok powinienem zrobić kolejny! Dobrze, raz się żyje-pomyślałem i wyjąłem z kieszeni telefon, wpisałem numer którego w międzyczasie zdołałem nauczyć się na pamięć, wstrzymałem oddech i liczyłem sygnały połączenia. Odebrała po 3 dźwięku.
-Tak, słucham?- Po usłyszeniu jej głosu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Cz..Cześć tu Ed, nie wiem czy mnie pamiętasz...-powiedziałem niepewnie.
-O! Cześć! Cieszę się, że dzwonisz.-Była wyraźnie zadowolona.
-Tak? Świetnie, a co byś powiedziała na spotkanie?-Odzyskałem pewność siebie.
-Dzisiaj?-posmutniała- Nie mogę, już się umówiłam z przyjaciółką.
-W porządku, rozumiem-powiedziałem, a tak naprawdę myślałem "Ed jesteś idiotą".
-Ale hmm... Zapraszam do mnie wieczorem przygotuję coś na kolację, co ty na to?
-Jeśli obiecasz, że mnie nie otrujesz- zażartowałem.
-Bardzo śmieszne, podaj mi swój numer, a ja później napiszę Ci sms z adresem i godziną.
-Możesz zapisać?
-Lily, podaj mi kartkę i długopis-usłyszałem w tle, a po chwili-możesz dyktować.
Wtedy do pokoju wszedł Jordan, spojrzał na mnie dziwnie, wybuchł śmiechem i zapytał:
-Dobrze się czujesz?
-Właśnie umówiłem się na randkę z najlepszą dziewczyną jaką spotkałem od... od pewnego czasu Kocie!-wykrzyknąłem.
-Haha, zajebiście-powiedział i wszedł z pokoju.
Postanowiłem do niego dołączyć, wiedziałem gdzie jest i co robi. Po raz kolejny się nie myliłem, siedział w salonie i palił. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, odpowiedziałem skinieniem, a on podał mi skręta, w tej kwestii rozumieliśmy się bez słów.
Inni mówili mi "Ed, ostatnio za dużo palisz" odpowiadałem "Wolę weed od alkoholu, czy to nie dobrze?". Czułem się lepiej odkąd udało mi się przestać pic ale bałem się, że coraz mocniej kontroluje mną marihuana.
Nagle usłyszałem dźwięk nadejścia sms'a, a nadawcą była Emma, w wiadomości napisała swój adres i że będzie czekała na mnie o 20. Ucieszyłem się jak mały chłopiec z nowej paczki klocków Lego. Zaraz, zaraz ja nadal uwielbiam klocki Lego.
~
Mam 4 czytelników! Dziękuje Wam :) Jeśli macie jakieś uwagi dotyczące opowiadania chętnie je przeczytam i będę się cieszyła z każdej wyrażonej opinii :)
x
-Tak, słucham?-Powiedziałam zaniepokojona tym kto do mnie dzwoni.
-Dobry wieczór, dzwonię z Fish&Chips, niestety muszę odwołać pani zamówienie ponieważ mamy awarię prądu w lokalu.
-Ale ja niczego nie zamawiałam.
-Och, w takim razie przepraszam za pomyłkę i życzę udanego wieczoru.
-Na pewno.-Wysyczałam ze złością
-Słucham?-Odpowiedział zaskoczony głos po drugiej stronie słuchawki.
-Nie ważne, dobranoc.-Rozłączyłam się.
Dlaczego zachowałam się w tak idiotyczny sposób? Co mi zrobił ten biedny chłopak, że tak go potraktowałam? Chyba po prostu potrzebowałam się na kimś wyżyć, a on się sam podsunął. Ponownie włączyłam film i nie wiem nawet po jakim czasie usnęłam.
Ze snu wyrwał mnie ponownie dźwięk telefonu, znów to samo- numer nieznany, spojrzałam na zegarek była 02:15. Nie chciałam odbierać, bałam się. Od czasu kiedy TO się stało nie chcę odbierać telefonów dzwoniących później niż 21. Wiem, że to dziwne. Odrzuciłam połączenie i wyłączyłam telefon.
Poszłam do sypialni, zdjęłam ubranie i wślizgnęłam się w mięciutką pościel. Ale nie mogłam spać, mnóstwo razy budziły mnie jakieś niepokojące dźwięki, głupie sny, a w dodatku ta burza! Od dziecka bardzo boję się burz, a ta jest pierwsza od czasu gdy mieszkam sama.
Następnego dnia wstałam wcześnie, to co zobaczyłam gdy wyjrzałam przez okno sprawiło, że poczułam się nieswojo, drzewo rosnące przed moim domem zostało złamane przez wiatr i leżało na drodze, w okół było pełno połamanych gałęzi i śmieci.
Postanowiłam wziąć prysznic, później zjadłam śniadanie i rozsiadłam się na sofie w salonie, zamierzałam oglądać TV ale przypomniało mi się, że nocna wichura zerwała linie wysokiego napięcia. Chwyciłam więc swój telefon, a na myśl jakie informacje mogą tam na mnie czekać przeszedł mnie zimny dreszcz. Miałam jeden sms, od Lily. Przed przeczytaniem spojrzałam na godzinę nadania, chciałam wiedzieć czy to ona mnie niepokoiła w nocy ale wiadomość od niej była wysłana zaledwie 4 minuty wcześniej, a brzmiała tak: Dzień dobry Kocie, może wyjdziemy gdzieś teraz bo dostałam dzień wolnego? x właściwie to sama zamierzałam do niej napisać ale nie byłam pewna jak pracuje, a wiec odpisałam: Jasne, będę u Ciebie za 15 minut to coś wymyślimy x
*Ed*
Dlaczego jestem takim tchórzem? Skoro potrafiłem zrobić pierwszy krok powinienem zrobić kolejny! Dobrze, raz się żyje-pomyślałem i wyjąłem z kieszeni telefon, wpisałem numer którego w międzyczasie zdołałem nauczyć się na pamięć, wstrzymałem oddech i liczyłem sygnały połączenia. Odebrała po 3 dźwięku.
-Tak, słucham?- Po usłyszeniu jej głosu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Cz..Cześć tu Ed, nie wiem czy mnie pamiętasz...-powiedziałem niepewnie.
-O! Cześć! Cieszę się, że dzwonisz.-Była wyraźnie zadowolona.
-Tak? Świetnie, a co byś powiedziała na spotkanie?-Odzyskałem pewność siebie.
-Dzisiaj?-posmutniała- Nie mogę, już się umówiłam z przyjaciółką.
-W porządku, rozumiem-powiedziałem, a tak naprawdę myślałem "Ed jesteś idiotą".
-Ale hmm... Zapraszam do mnie wieczorem przygotuję coś na kolację, co ty na to?
-Jeśli obiecasz, że mnie nie otrujesz- zażartowałem.
-Bardzo śmieszne, podaj mi swój numer, a ja później napiszę Ci sms z adresem i godziną.
-Możesz zapisać?
-Lily, podaj mi kartkę i długopis-usłyszałem w tle, a po chwili-możesz dyktować.
Podałem dziewczynie swój numer, pożegnaliśmy się, rozłączyłem połączenie rzuciłem telefon na łóżko, a sam zacząłem po nim skakać i śpiewać "but I do it for the love, waiting on the gold rush, keep it on the edge, smoking on a roll up".
Wtedy do pokoju wszedł Jordan, spojrzał na mnie dziwnie, wybuchł śmiechem i zapytał:
-Dobrze się czujesz?
-Właśnie umówiłem się na randkę z najlepszą dziewczyną jaką spotkałem od... od pewnego czasu Kocie!-wykrzyknąłem.
-Haha, zajebiście-powiedział i wszedł z pokoju.
Postanowiłem do niego dołączyć, wiedziałem gdzie jest i co robi. Po raz kolejny się nie myliłem, siedział w salonie i palił. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, odpowiedziałem skinieniem, a on podał mi skręta, w tej kwestii rozumieliśmy się bez słów.
Inni mówili mi "Ed, ostatnio za dużo palisz" odpowiadałem "Wolę weed od alkoholu, czy to nie dobrze?". Czułem się lepiej odkąd udało mi się przestać pic ale bałem się, że coraz mocniej kontroluje mną marihuana.
Nagle usłyszałem dźwięk nadejścia sms'a, a nadawcą była Emma, w wiadomości napisała swój adres i że będzie czekała na mnie o 20. Ucieszyłem się jak mały chłopiec z nowej paczki klocków Lego. Zaraz, zaraz ja nadal uwielbiam klocki Lego.
~
Mam 4 czytelników! Dziękuje Wam :) Jeśli macie jakieś uwagi dotyczące opowiadania chętnie je przeczytam i będę się cieszyła z każdej wyrażonej opinii :)
x
sobota, 23 lutego 2013
2.
*następnego dnia*
*Ed*
Myślę, że Emma to ładne imię. To bez sensu! Ed, człowieku ogarnij się! Przypomnij sobie jaką masz pracę i ile masz wolnego czasu. Mało? No tak właśnie... Nie mogę się z nią spotkać bo... Dobra nie mogę i koniec. Albo zadzwonię do niej i postaram się umówić z nią tak po prostu chcę ją lepiej poznać, a i wiem co jeszcze...
-Ed kochanie, czy jesteś jeszcze na ziemi czy już odleciałeś gdzieś za swoją piękną Emmą?-powiedział do mnie Jordan rzucając butelką w moją głowę i na nieszczęście trafiając.
-Auu! Idioto po pierwsze Emma to nie Twoja sprawa, a po drugie uważaj na moje włosy!- wydarłem jednocześnie zrzucając kumpla z sofy na podłogę i łaskocząc. Dobrze, zdaję sobie sprawę z tego, że to może i jest mało dojrzałe ale lubię go łaskotać bo chociaż jest facetem ma gorsze łaskotki niż nie jedna dziewczyna.
-No dobra wygrałeś ale mnie już puść! Proooszę!-Krzyczał jednocześnie śmiejąc się w zabawny sposób.
-Powiedz: "Edward'zie Christopher'ze Sheeran jesteś najcudowniejszym mężczyzną jakiego spotkałem, a w dodatku najlepszym muzykiem, a ja nie dorastam Ci nawet do pięt."
-Chyba śnisz!- zacząłem go mocniej łaskotać- Dobra, dobra powiem wszystko co chcesz!
-Słucham?- głupio wyszczerzyłem zęby
-Edward'zie Christopher'ze Sheeran jesteś najcudowniejszym mężczyzną jakiego spotkałem, a w dodatku najlepszym muzykiem, a ja nie dorastam Ci nawet do pięt!
-No dobrze wierzę Ci.- zwolniłem uścisk i pozwoliłem Jordan'owi wstać
-Żartowałem!- wrzasnął i wybiegł z pokoju w obawie, że zacznę go gonić.
Oczywiście nie miałem takiego zamiaru bo tak naprawdę moje myśli były w innym miejscu i z inną osobą.
*Emma*
Jestem pewna, że gdzieś go wcześniej widziałam. Tylko gdzie? Byłam przyjemnie zaskoczona moim świetnym samopoczuciem po wczorajszej imprezie, byłam przyzwyczajona do ogromnego kaca na drugi dzień, a dzięki niemu dziś czuję się świetnie! No właśnie dzięki niemu, tylko kim on jest? Postanowiłam kolejny wolny dzień wykorzystać w jakiś przyjemny sposób, wybrałam zakupy. Wzięłam prysznic, ubrałam się wygodnie, zjadłam lekkie śniadanie- musli z jogurtem i byłam gotowa do wyjścia. Odwiedziłam moje ulubione centrum handlowe ale właściwie nie miałam ochoty na buszowanie po sklepach więc weszłam tylko do mojego ulubionego butiku w którym kupiłam bluzę z kapturem i poszłam na czekoladowego muffina i kawę do jednej z kawiarni. Znów moje myśli analizowały skąd mogę go znać i dlaczego ma tak niesamowite spojrzenie i dlaczego nie dzwoni? Z zamyślenia wyrwała mnie jakaś postać machająca w moją stronę. To był Simon. Moje serce automatycznie przyspieszyło, chyba nie byłam gotowa na spotkanie z nim. Zapytał na migi czy może do mnie podejść. Zgodziłam się, chyba nie miałam innego wyjścia, wiedziałam, że prędzej czy później musimy porozmawiać.
-Przepraszam.-Dlaczego wiedziałam co powie?
-Za co?- Był wyraźnie zaskoczony moim pytaniem.
-Przepraszam, że Cie zdradziłem, przepraszam, że zniszczyłem nasz związek. Proszę wybacz mi, daj mi jeszcze jedną szansę.
-Haha, jak to znajomo brzmi. Czy już kiedyś tak do mnie nie mówiłeś?
-Tak, mówiłem i zrobiłem to dla Ciebie. Skończyłem z tym, nie pamiętasz?-Był zły i miał rację, nie powinnam do tego wracać.
-Przepraszam. Nie powinnam tego mówić ale powinieneś mnie zrozumieć czuję się oszukana.
-W porządku rozumiem, że poniosły Cie emocje.
Nagle przed oczami mignęło mi coś znajomo rudego, widocznie jestem już przewrażliwiona. Musiało mi się coś przywidzieć.
-Simon nie jestem gotowa jeszcze z tobą rozmawiać. Ciągle mam to przed oczami. Ale dzisiaj już wiem, że nie chcę być ze z Tobą. Wiem też, mówię zupełnie poważnie, że powinniście z Lily spróbować spotykać się.
-Nie kpij ze mnie, naprawdę żałuje tego co się stało.
-Wierzę Ci ale to nie o to chodzi. Chcę już iść ale przytul mnie; nie będę udawać, brakuje mi Ciebie.
Simon bez słowa wstał i mocno przytulił mnie, poczułam zapach jego perfum- uwielbiam je, to "Aqua di Gio", sama kupiłam mu ten flakon. Przestałam nad sobą panować łzy same zaczęły wypływać z moich oczu, musnęłam ustami jego policzek i wybiegłam. Po raz pierwszy z tego powodu płakałam. To było dziwne uczucie. Weszłam do damskiej toalety, poprawiłam rozmazany makijaż i postanowiłam iść do parku. To był dobry pomysł bo rześkie wiosenne powietrze sprawiło, że poczułam się lepiej. Wyjęłam komórkę i napisałam do Lily: Jak czuje się Twój tata? Potrzebujecie mnie? xxx po chwili odpisała mi: Dziękuje jest lepiej ale tym razem atak spowodował, że woli przebywać samotnie. Nie martw się jest lepiej xxx.
Odetchnęłam z ulgą. Postanowiłam iść do domu i obejrzeć jakiś film, po drodze zaszłam do sklepu i kupiłam tabliczkę mojej ulubionej gorzkiej czekolady i karton soku pomarańczowego.
Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi, rozsiadłam się wygodnie na sofie i włączyłam film "Greta" oglądałam go już mnóstwo razy, on pomaga mi gdy czuję się gorzej.
*ok. 22.05 tego samego dnia*
Usłyszałam dzwonek telefonu, numer nieznany. Wystraszyłam się, byłam przyzwyczajona, że taki napis nie oznacza niczego dobrego.
~
Nie mam pojęcia jakie grono osób to czyta. Pomimo wyświetleń nie wiem czy w ogóle ktoś czyta. Wiec ten jeden raz proszę o pozostawienia jakiegoś komentarza :) xxx
*Ed*
Myślę, że Emma to ładne imię. To bez sensu! Ed, człowieku ogarnij się! Przypomnij sobie jaką masz pracę i ile masz wolnego czasu. Mało? No tak właśnie... Nie mogę się z nią spotkać bo... Dobra nie mogę i koniec. Albo zadzwonię do niej i postaram się umówić z nią tak po prostu chcę ją lepiej poznać, a i wiem co jeszcze...
-Ed kochanie, czy jesteś jeszcze na ziemi czy już odleciałeś gdzieś za swoją piękną Emmą?-powiedział do mnie Jordan rzucając butelką w moją głowę i na nieszczęście trafiając.
-Auu! Idioto po pierwsze Emma to nie Twoja sprawa, a po drugie uważaj na moje włosy!- wydarłem jednocześnie zrzucając kumpla z sofy na podłogę i łaskocząc. Dobrze, zdaję sobie sprawę z tego, że to może i jest mało dojrzałe ale lubię go łaskotać bo chociaż jest facetem ma gorsze łaskotki niż nie jedna dziewczyna.
-No dobra wygrałeś ale mnie już puść! Proooszę!-Krzyczał jednocześnie śmiejąc się w zabawny sposób.
-Powiedz: "Edward'zie Christopher'ze Sheeran jesteś najcudowniejszym mężczyzną jakiego spotkałem, a w dodatku najlepszym muzykiem, a ja nie dorastam Ci nawet do pięt."
-Chyba śnisz!- zacząłem go mocniej łaskotać- Dobra, dobra powiem wszystko co chcesz!
-Słucham?- głupio wyszczerzyłem zęby
-Edward'zie Christopher'ze Sheeran jesteś najcudowniejszym mężczyzną jakiego spotkałem, a w dodatku najlepszym muzykiem, a ja nie dorastam Ci nawet do pięt!
-No dobrze wierzę Ci.- zwolniłem uścisk i pozwoliłem Jordan'owi wstać
-Żartowałem!- wrzasnął i wybiegł z pokoju w obawie, że zacznę go gonić.
Oczywiście nie miałem takiego zamiaru bo tak naprawdę moje myśli były w innym miejscu i z inną osobą.
*Emma*
Jestem pewna, że gdzieś go wcześniej widziałam. Tylko gdzie? Byłam przyjemnie zaskoczona moim świetnym samopoczuciem po wczorajszej imprezie, byłam przyzwyczajona do ogromnego kaca na drugi dzień, a dzięki niemu dziś czuję się świetnie! No właśnie dzięki niemu, tylko kim on jest? Postanowiłam kolejny wolny dzień wykorzystać w jakiś przyjemny sposób, wybrałam zakupy. Wzięłam prysznic, ubrałam się wygodnie, zjadłam lekkie śniadanie- musli z jogurtem i byłam gotowa do wyjścia. Odwiedziłam moje ulubione centrum handlowe ale właściwie nie miałam ochoty na buszowanie po sklepach więc weszłam tylko do mojego ulubionego butiku w którym kupiłam bluzę z kapturem i poszłam na czekoladowego muffina i kawę do jednej z kawiarni. Znów moje myśli analizowały skąd mogę go znać i dlaczego ma tak niesamowite spojrzenie i dlaczego nie dzwoni? Z zamyślenia wyrwała mnie jakaś postać machająca w moją stronę. To był Simon. Moje serce automatycznie przyspieszyło, chyba nie byłam gotowa na spotkanie z nim. Zapytał na migi czy może do mnie podejść. Zgodziłam się, chyba nie miałam innego wyjścia, wiedziałam, że prędzej czy później musimy porozmawiać.
-Przepraszam.-Dlaczego wiedziałam co powie?
-Za co?- Był wyraźnie zaskoczony moim pytaniem.
-Przepraszam, że Cie zdradziłem, przepraszam, że zniszczyłem nasz związek. Proszę wybacz mi, daj mi jeszcze jedną szansę.
-Haha, jak to znajomo brzmi. Czy już kiedyś tak do mnie nie mówiłeś?
-Tak, mówiłem i zrobiłem to dla Ciebie. Skończyłem z tym, nie pamiętasz?-Był zły i miał rację, nie powinnam do tego wracać.
-Przepraszam. Nie powinnam tego mówić ale powinieneś mnie zrozumieć czuję się oszukana.
-W porządku rozumiem, że poniosły Cie emocje.
Nagle przed oczami mignęło mi coś znajomo rudego, widocznie jestem już przewrażliwiona. Musiało mi się coś przywidzieć.
-Simon nie jestem gotowa jeszcze z tobą rozmawiać. Ciągle mam to przed oczami. Ale dzisiaj już wiem, że nie chcę być ze z Tobą. Wiem też, mówię zupełnie poważnie, że powinniście z Lily spróbować spotykać się.
-Nie kpij ze mnie, naprawdę żałuje tego co się stało.
-Wierzę Ci ale to nie o to chodzi. Chcę już iść ale przytul mnie; nie będę udawać, brakuje mi Ciebie.
Simon bez słowa wstał i mocno przytulił mnie, poczułam zapach jego perfum- uwielbiam je, to "Aqua di Gio", sama kupiłam mu ten flakon. Przestałam nad sobą panować łzy same zaczęły wypływać z moich oczu, musnęłam ustami jego policzek i wybiegłam. Po raz pierwszy z tego powodu płakałam. To było dziwne uczucie. Weszłam do damskiej toalety, poprawiłam rozmazany makijaż i postanowiłam iść do parku. To był dobry pomysł bo rześkie wiosenne powietrze sprawiło, że poczułam się lepiej. Wyjęłam komórkę i napisałam do Lily: Jak czuje się Twój tata? Potrzebujecie mnie? xxx po chwili odpisała mi: Dziękuje jest lepiej ale tym razem atak spowodował, że woli przebywać samotnie. Nie martw się jest lepiej xxx.
Odetchnęłam z ulgą. Postanowiłam iść do domu i obejrzeć jakiś film, po drodze zaszłam do sklepu i kupiłam tabliczkę mojej ulubionej gorzkiej czekolady i karton soku pomarańczowego.
Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi, rozsiadłam się wygodnie na sofie i włączyłam film "Greta" oglądałam go już mnóstwo razy, on pomaga mi gdy czuję się gorzej.
*ok. 22.05 tego samego dnia*
Usłyszałam dzwonek telefonu, numer nieznany. Wystraszyłam się, byłam przyzwyczajona, że taki napis nie oznacza niczego dobrego.
~
Nie mam pojęcia jakie grono osób to czyta. Pomimo wyświetleń nie wiem czy w ogóle ktoś czyta. Wiec ten jeden raz proszę o pozostawienia jakiegoś komentarza :) xxx
niedziela, 17 lutego 2013
1.
*Liliy*
Dochodzi północ. Nie mogę spac. Wiem, że nie powinnam pozwolić aby to wszystko się tak potoczyło, wiem, że to moja wina. Rozlega się dzwonek telefonu. Kto to do cholery o tej porze! Co?
-Emma, kochanie przepraszam...-wyszeptałam do słuchawki telefonu.
-Stop! Nie po to dzwonię-była dziwnie spokojna.
-Tak? Słucham, coś się stało?
-Nic, a właściwie tak. Chciałabym spotkać się na drinka i porozmawiać. Wiem, że to dziwne ale nie mam do Was pretensji.-to były najlepsze słowa jakie usłyszałam do kilku dni.
-Naprawdę! Jasne, spotkam się z Tobą kiedy tylko powiesz! Wrócisz do Simona?
-Nie, nie wrócę to co się stało uświadomiło mi, że tak naprawdę tego nie chcę.
-Jak to nie chcesz? Przecież...
-Nie rozmawiajmy teraz o tym,-przerwała mi- spotkajmy się jutro o 19, w tym klubie co zawsze.
-W porządku, będę na pewno, do zobaczenia.-Usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia.
Wyskoczyłam z łóżka tak szybko, że o mały włos nie upadłam na twarz zaplątana w kołdrę i zaczęłam skakać ze szczęścia i krzyczeć "Wybaczyła mi! Wybaczyła!"
*Emma*
Wydaje mi się, że dobrze zrobiłam dzwoniąc do niej. W końcu to moja przyjaciółka, siostra. Chcę się z nią pogodzić. Dlaczego tak szybko przeszła mi złość na nią i Simona? Nie mam pojęcia, a może moja mama miała rację te kilka miesięcy temu, kiedy mówiła, że powinnam rozstać się z Simonem bo nasza miłość zmieniła się w zwykłe przyzwyczajenie, może nie powinnam mówić wtedy tego co powiedziałam? Może gdyby nie ja ona nie dostała by ataku serca? Może dzisiaj miałabym jeszcze kogoś do kochania oprócz Lily? Powinnam położyć się spać, nie mogę znów zacząć się zadręczać wyrzutami sumienia.
*ok. 14 następnego dnia*
Niech to szlag! Jak mogłam nie włączyć tego cholernego budzika?!
- Dzień dobry pani Brown, przepraszam, że dziś nie przyszłam do pracy ale chyba dopadła mnie grypa żołądkowa, dopiero teraz czuję się odrobinę lepiej.
- Grypa żołądkowa? W takim razie nie pokazuj mi się do poniedziałku w restauracji, nie chcę byś pozarażała klientów.
-Nie, wydaje mi się że mogłabym już jutro przyjść.-próbowałam się jakoś wytłumaczyć.
-Nie. Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Do zobaczenia w poniedziałek.
-Do zobaczenia.-pożegnałam moją przełożoną.
Byłam wściekła na siebie! Jak mogłam wymyślić coś tak głupiego? Mogłam powiedzieć, że zatrzasnęłam się w domu ale grypa żołądkowa? Trudno. Postanowiłam, dobrze wykorzystać te kilka dni wolnego.
Postanowiłam przygotować się na wieczorną imprezę, chciałam się dobrze zabawić, po 4 latach bezwzględnej wierności z mojej strony stwierdziłam, że mi się to należy!
*18.30*
Do mojej ulubionej małej torebki spakowałam telefon, trochę gotówki ze stołu wzięłam klucz od domu i wyszłam, zatrzaskując drzwi. Moim zdaniem wyglądałam świetnie! Miałam wysokie, pomarańczowe szpilki i czarną sukienkę, włosy spięłam w luźnego koka aby nie przeszkadzały mi w tańcu, pomimo tego, że szłam na imprezę miałam delikatny makijaż.
Wyszłam z taksówki byłam jak zwykle kilka minut przed czasem, było mi zimno więc postanowiłam wejść do środka i napisać Lily sms, że czekam przy barze. Gdy wreszcie udało mi się tam dopchać i usiąść na krześle przy barze moją uwagę przykuł rudzielec siedzący po drugiej stronie sali w bluzie z kapturem, zastanawiałam się jak on się tu dostał w takim stroju ale po chwili zniknął w tłumie, a mi przypomniało się, że miałam napisać do Lilly. Gdy wyciągnęłam telefon na wyświetlaczu napisane było "Masz 1 nową wiadomość tekstową", kliknęłam "Otwórz" i przeczytałam: Przepraszam, nie mogę przyjść mój tato znów miał atak, muszę z nim zostać baw się dobrze-on czuje się już lepiej xxx Zrobiło mi się smutno ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać bo oto ten tajemniczy rudzielec stanął przede mną, wyciągnął rękę i powiedział w bardzo pewny siebie sposób
-Cześć, jestem Ed, ty chyba też przyszłaś sama więc może mogę się dosiąść?
W "normalnej" sytuacji na pewno bym go spławiła ale miał w oczach coś tak niesamowitego, że postanowiłam spędzić ten wieczór w klubie z nim.
-Jestem Emma, może zatańczymy?-Powiedziałam szybciej niż pomyślałam ale zanim zdążyłam się zorientować byliśmy już na parkiecie.
Tańczyliśmy około godziny bez przerwy, w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że muszę się czegoś napić.
-Na co masz ochotę?-zapytał.
-Proponuję whisky! -odpowiedziałam z uśmiechem ale on zrobił dziwną minę i odpowiedział krótko
-Nie piję alkoholu, wezmę sok pomarańczowy.
-Dobrze, w takim razie ja też bawię się dzisiaj na trzeźwo- uśmiechnęłam się do mojego nowego znajomego- Dwa soki pomarańczowe poproszę.-Powiedziałam głośniej do barmana.
*kilka godzin później*
-Gorąco mi, chodźmy na zewnątrz- zaproponowałam. -W porządku.-mojemu towarzyszowi wyraźnie wrócił humor.
Wyszliśmy z klubu, a chłodne powietrze sprawiło, że przestałam czuć zmęczenie. Szliśmy przed siebie rozmawiając doszliśmy do mojego ulubionego miejsca-pobliskiego skweru. W dzień było tutaj mnóstwo ludzi, ale w nocy nie było nikogo, usiedliśmy na ławce, a on z kieszeni wyciągnął mały woreczek.
-Co to jest?-Zapytałam
-Marihuana, nie piję ale czasami palę. Próbowałaś kiedyś?
-Tak.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A masz ochotę dzisiaj?
-Tak, w sumie tak- latarnia ustawiona niedaleko oświetlała jego twarz i te niesamowite oczy, nie mogłam odmówić.
*Ed*
-Czym się zajmujesz?-zapytała pomiędzy zaciągnięciami skrętem
Zaczęła się moja szybka walka z myślami, co powinienem powiedzieć?
-I am singer, song-writer.- zarapowałem, postanowiłem spróbować odwrócić to w żart.
-W porządku-zaśmiała się, nie uwierzyła.
Udało się pięć punktów dla mnie! Postanowiłem użyć efektu zaskoczenia i od razu poprosić o numer telefonu.
-A skoro już ustaliliśmy, że jestem gwiazdą, może dasz mi swój numer telefonu?
-Podobno gwiazdą się nie odmawia, a więc dobrze.- Dała mi swoją wizytówkę-muszę już iść moja gwiazdo-wstała pocałowała mnie w policzek i odeszła, nie zdążyłem nawet powiedzieć słowa, a jej już nie było.
Dochodzi północ. Nie mogę spac. Wiem, że nie powinnam pozwolić aby to wszystko się tak potoczyło, wiem, że to moja wina. Rozlega się dzwonek telefonu. Kto to do cholery o tej porze! Co?
-Emma, kochanie przepraszam...-wyszeptałam do słuchawki telefonu.
-Stop! Nie po to dzwonię-była dziwnie spokojna.
-Tak? Słucham, coś się stało?
-Nic, a właściwie tak. Chciałabym spotkać się na drinka i porozmawiać. Wiem, że to dziwne ale nie mam do Was pretensji.-to były najlepsze słowa jakie usłyszałam do kilku dni.
-Naprawdę! Jasne, spotkam się z Tobą kiedy tylko powiesz! Wrócisz do Simona?
-Nie, nie wrócę to co się stało uświadomiło mi, że tak naprawdę tego nie chcę.
-Jak to nie chcesz? Przecież...
-Nie rozmawiajmy teraz o tym,-przerwała mi- spotkajmy się jutro o 19, w tym klubie co zawsze.
-W porządku, będę na pewno, do zobaczenia.-Usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia.
Wyskoczyłam z łóżka tak szybko, że o mały włos nie upadłam na twarz zaplątana w kołdrę i zaczęłam skakać ze szczęścia i krzyczeć "Wybaczyła mi! Wybaczyła!"
*Emma*
Wydaje mi się, że dobrze zrobiłam dzwoniąc do niej. W końcu to moja przyjaciółka, siostra. Chcę się z nią pogodzić. Dlaczego tak szybko przeszła mi złość na nią i Simona? Nie mam pojęcia, a może moja mama miała rację te kilka miesięcy temu, kiedy mówiła, że powinnam rozstać się z Simonem bo nasza miłość zmieniła się w zwykłe przyzwyczajenie, może nie powinnam mówić wtedy tego co powiedziałam? Może gdyby nie ja ona nie dostała by ataku serca? Może dzisiaj miałabym jeszcze kogoś do kochania oprócz Lily? Powinnam położyć się spać, nie mogę znów zacząć się zadręczać wyrzutami sumienia.
*ok. 14 następnego dnia*
Niech to szlag! Jak mogłam nie włączyć tego cholernego budzika?!
- Dzień dobry pani Brown, przepraszam, że dziś nie przyszłam do pracy ale chyba dopadła mnie grypa żołądkowa, dopiero teraz czuję się odrobinę lepiej.
- Grypa żołądkowa? W takim razie nie pokazuj mi się do poniedziałku w restauracji, nie chcę byś pozarażała klientów.
-Nie, wydaje mi się że mogłabym już jutro przyjść.-próbowałam się jakoś wytłumaczyć.
-Nie. Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Do zobaczenia w poniedziałek.
-Do zobaczenia.-pożegnałam moją przełożoną.
Byłam wściekła na siebie! Jak mogłam wymyślić coś tak głupiego? Mogłam powiedzieć, że zatrzasnęłam się w domu ale grypa żołądkowa? Trudno. Postanowiłam, dobrze wykorzystać te kilka dni wolnego.
Postanowiłam przygotować się na wieczorną imprezę, chciałam się dobrze zabawić, po 4 latach bezwzględnej wierności z mojej strony stwierdziłam, że mi się to należy!
*18.30*
Do mojej ulubionej małej torebki spakowałam telefon, trochę gotówki ze stołu wzięłam klucz od domu i wyszłam, zatrzaskując drzwi. Moim zdaniem wyglądałam świetnie! Miałam wysokie, pomarańczowe szpilki i czarną sukienkę, włosy spięłam w luźnego koka aby nie przeszkadzały mi w tańcu, pomimo tego, że szłam na imprezę miałam delikatny makijaż.
-Cześć, jestem Ed, ty chyba też przyszłaś sama więc może mogę się dosiąść?
W "normalnej" sytuacji na pewno bym go spławiła ale miał w oczach coś tak niesamowitego, że postanowiłam spędzić ten wieczór w klubie z nim.
-Jestem Emma, może zatańczymy?-Powiedziałam szybciej niż pomyślałam ale zanim zdążyłam się zorientować byliśmy już na parkiecie.
Tańczyliśmy około godziny bez przerwy, w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że muszę się czegoś napić.
-Na co masz ochotę?-zapytał.
-Proponuję whisky! -odpowiedziałam z uśmiechem ale on zrobił dziwną minę i odpowiedział krótko
-Nie piję alkoholu, wezmę sok pomarańczowy.
-Dobrze, w takim razie ja też bawię się dzisiaj na trzeźwo- uśmiechnęłam się do mojego nowego znajomego- Dwa soki pomarańczowe poproszę.-Powiedziałam głośniej do barmana.
*kilka godzin później*
-Gorąco mi, chodźmy na zewnątrz- zaproponowałam. -W porządku.-mojemu towarzyszowi wyraźnie wrócił humor.
Wyszliśmy z klubu, a chłodne powietrze sprawiło, że przestałam czuć zmęczenie. Szliśmy przed siebie rozmawiając doszliśmy do mojego ulubionego miejsca-pobliskiego skweru. W dzień było tutaj mnóstwo ludzi, ale w nocy nie było nikogo, usiedliśmy na ławce, a on z kieszeni wyciągnął mały woreczek.
-Co to jest?-Zapytałam
-Marihuana, nie piję ale czasami palę. Próbowałaś kiedyś?
-Tak.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A masz ochotę dzisiaj?
-Tak, w sumie tak- latarnia ustawiona niedaleko oświetlała jego twarz i te niesamowite oczy, nie mogłam odmówić.
*Ed*
-Czym się zajmujesz?-zapytała pomiędzy zaciągnięciami skrętem
Zaczęła się moja szybka walka z myślami, co powinienem powiedzieć?
-I am singer, song-writer.- zarapowałem, postanowiłem spróbować odwrócić to w żart.
-W porządku-zaśmiała się, nie uwierzyła.
Udało się pięć punktów dla mnie! Postanowiłem użyć efektu zaskoczenia i od razu poprosić o numer telefonu.
-A skoro już ustaliliśmy, że jestem gwiazdą, może dasz mi swój numer telefonu?
-Podobno gwiazdą się nie odmawia, a więc dobrze.- Dała mi swoją wizytówkę-muszę już iść moja gwiazdo-wstała pocałowała mnie w policzek i odeszła, nie zdążyłem nawet powiedzieć słowa, a jej już nie było.
czwartek, 14 lutego 2013
PROLOG
Doskonale pamiętam ten dzień w którym się poznaliśmy. Pamiętam to jak dziwnie się czułam... Inni nazywają to motylami, a ja wolę używać nazwy mdłości. Nigdy nie byłam romantyczna, to nie dla mnie. Ale ty, ty jesteś inny. Czy Cie kocham? Nie wiem. A to wszystko co się stało później? Potrafimy zapomnieć? Nie chyba nie ja. Pamiętam co czułam gdy Was zobaczyłam. Mój przyszły mąż, człowiek którego darzyłam niespotykanym wręcz uczuciem, z moją przyjaciółką znamy się od urodzenia, byłyśmy jak siostry. Nie mam już Was. Ale nie tęsknie, to dziwne. Myślałam, że jestem od Was uzależniona ale chyba się myliłam. Im dłużej się nad tym zastanawiam tym coraz bardziej mi się wydaje, że cieszy mnie taki obrót spraw. Jestem wolna. Znów po tych 4 latach związku mogę iść wreszcie spokojnie do klubu rozmawiać z kim chcę, tańczyć z kim chce, robić co chcę. Nie byłam gotowa na małżeństwo mam dopiero 21 lat, chcę się bawić. To koniec. Jestem szczęśliwa. To dziwne. Powinnam teraz płakać i nienawidzić Was. Może umówię się z nią na kawę i pogadamy? Fajnie jeślibyście byli razem, pasujecie do siebie. Tak, ona też lubi spacery o zachodzie słońca i tym podobne głupoty. Tak, jutro do niej zadzwonię i jej to powiem albo nie, zrobię to teraz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
