UWAGA

Blog może zawierać treści nie odpowiednie dla osób poniżej 18 roku życia.

Autor bloga nie ma na celu propagowania negatywnych wzorców.

Blog jest fikcją inspirowaną prawdziwymi postaciami/wydarzeniami.

Wszystkie przedstawione sytuacje są jedynie literacką fikcją.


środa, 20 marca 2013

8.

Od momentu gdy Em zaciągnęła się na oczach Simona blantem zabranym Ed'owi ten obiecał sobie, że nie pozwoli mu zniszczyć jej życia. On nadal ją kochał.
-Dlaczego jej na to pozwalasz?-zapytał Simon.
-Chodzi Ci o jaranie? Przecież jest dorosła. Chyba to lepsze od alkoholu-Ed był przekonany, że ma racje.
-Nie mówcie o mnie w trzeciej osobie. Słyszę was i potrafię o siebie zadbać!-wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że dziewczyna stała się bardziej nerwowa, jeszcze nie do końca mogła pogodzić się ze swoim położeniem.
-Przepraszam, kochanie ale nie chcę pozwolić by ten dupek zniszczył Ci życie-niepewnie powiedział Simon.
-Chyba się przesłyszałam-Emma posłała mu spojrzenie pełne pogardy.
-Nie rozumiem.
-Proszę nie żartuj- była zażenowana tą sytuacją. Wstała i podeszła do okna, na zewnątrz zobaczyła samochód zaparkowany kilkadziesiąt metrów od wejścia do domu, a w nim dwóch na oko 30-letnich mężczyzn. Gdy zastanawiała się kim są usłyszała, że ktoś do niej podchodzi i wyciąga jej z dłoni skręta.
-Ten za kierownicą to Robert-usłyszała głos Ed'a- nie pamiętam imienia tego drugiego.
-W porządku. Wiecie co? Nie chcę tu być. Wasze zachowanie doprowadza mnie do szału. Zachowujecie się w taki sposób, że nie wytrzymam z Wami ani minuty dłużej! Nie musicie nic mówić, widzę jak na siebie patrzycie to nie do zniesienia! Nie będę z Wami ani minuty dłużej! Gdy się dogadacie wtedy możecie do mnie przyjść!-krzyczała zdecydowanie głośniej niż wymagała tego sytuacja. Wybiegła z salonu, zatrzaskując za sobą drzwi sypialni którą dzieliła z Ed'em.

*Emma*
Co się ze mną dzieje? Jestem jak rozwydrzona trzynastolatka. Powinnam doceniać co Ed robi dla mnie, a jednak obrażam się i krzyczę na niego. W momencie kiedy przez moją głowę przechodziły te myśli wybuchłam płaczem. Leżałam na łóżku gapiąc się w sufit i rozważając czy nie powinnam popełnić samobójstwa. Miałam wrażenie, że moje życie już nigdy nie wróci do normy. Straciłam poczucie czasu. Nie wiem ile czasu trwały moje rozważania. Usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi pokoju, które po kilku sekundach otworzyły się:
-Możemy wejść?
-Tak-powiedziałam tak cicho, że nie jestem pewna czy to usłyszeli, jednak ukradkiem otarłam zły z policzków mając nadzieję, że ze względu na mrok panujący w pokoju nie zauważą, że płakałam.
-Tom tu był.
-I?-usiadłam na łóżku.
-Jesteśmy bezpieczni.
-Czyli oni...-urwałam.
-Tak-gdy Simon to powiedział przestałam tłumić płacz, a łzy jawnie spływały stróżkami po moich policzkach.
-Już dobrze-Ed objął mnie, a ja wtuliłam się w niego mocno.
-Już nic nie będzie dobrze. Przeze mnie zabiłeś człowieka. Dwóch ludzi. To wszystko moja wina-mówiłam przez łzy.
-Nic nie jest Twoją winą Em i wszyscy doskonale o tym wiemy-po słowach Simona w pokoju zapanowała cisza, a po chwili chłopak zaczął uciekać z mieszkania.
Próbowaliśmy go zatrzymać, jednak udało mu się w jakiś sposób wymknąć. Całą noc jeździliśmy po mieście próbując znaleźć miejsce w którym się ukrył. Byliśmy chyba wszędzie. Dokładnie o 6:57 dostałam od niego sms Przepraszam za wszystko. Przepraszam Ciebie i Ed'a. Tak naprawdę jest w porządku typem, nie wiem czy potrafiłbym zrobić dla kogoś coś co on zrobił dla mnie. Dziękuje. To już koniec mojej drogi ale ty bądź szczęśliwa. Kocham Cie Skarbie i nigdy nie przestałem.
Gdy przeczytała go na głos od razu przypomniało mi się gdzie jest.
-Musimy zdążyć! Jedź nad rzekę, takie miejsce za miastem, pokieruję Cie-krzyczałam do kierowcy, z desperacją próbując się dodzwonić do Simona.

~
Po tygodniu ciszy prezentuję ten oto krótki rozdział. Co o nim myślę? Nie wiem. 
Jedak całkiem prawdopodobne, że przez dłuższy czas nic nie dodam. Po prostu chyba brakuje mi motywacji do pisania. 






 Tears don't mean you're losing, everybody's bruising,
Łzy nie znaczą, że przegrywasz, każdy jest posiniaczony,
Just be true to who you are
.
Po prostu bądź szczery z samym sobą.



Wiesz, że te słowa są do Ciebie. Pamiętaj, że nie możemy się poddać. Zrobię wszystko co potrafię aby pomóc Ci to rozwiązać. 

środa, 13 marca 2013

7.

*Ed*
Od momentu w którym otworzyłem mu drzwi busa wiedziałem, że się nie polubimy. Pomimo tego, że już tworzymy jedną historie, pomimo tego, że właściwie z jego powodu zabiłem na pewno jednego człowieka, nie wiem co z drugim ale chyba wolę nie wiedzieć. Wskoczył do busa, a Emma właściwie rzuciła mu się na szyję, poczułem zazdrość.
-Nic Ci nie jest?-Simon zapytał z troską, a ja poczułem jeszcze większą zazdrość.
-Jest w porządku-wreszcie się od niego odkleiła i usiadła w fotelu obok, automatycznie objąłem ją dłonią, musiałem pokazać temu dupkowi, że ona jest moja-ale to wszystko zasługa Ed'a. Gdyby nie on..-zauważyłem, że do jej oczu zaczynają napływać łzy.
-Cii... Jeszcze będzie czas o tym rozmawiać, na razie nie chcę byś o tym myślała.-objąłem ją mocniej i pocałowałem w policzek, wtuliła się w moje ramiona. Widziałem jego spojrzenie był zły.
-Właściwie to co robię w samochodzie Ed'a Sheeran'a?-w jego głosie słychać było ironię.
-Tak masz na nazwisko?-Emma spojrzała w moje oczy.
-Tak-straciłem całą pewność siebie.
-Znam skądś to nazwisko.
-No raczej, że znasz, przecież to on śpiewał na Jubileuszu Królowej, pamiętasz?-Był chyba zadowolony z efektu jaki osiągnął. Emma delikatnie odsunęła się ode mnie i przyglądała mi się w okropnie dziwny sposób.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś?-wypowiedziała te słowa z nutą rozczarowania w głosie.
-Przecież mówiłem, że jestem piosenkarzem, tekściarzem-próbowałem się tłumaczyć.
W uroczy sposób zamyśliła się, a po chwili powiedziała
-No tak-oczekiwałem bardziej wyczerpującej odpowiedzi ale najważniejsze, że nie jest na mnie zła, bo ponownie wtuliła się w moje ramie.
-Za kilka minut będziemy na miejscu ale muszę zrobić małe kółko by upewnić się, że nikt za nami nie jedzie-na szczęście Tom rozładował atmosferę.
-A tak właściwie gdzie będziemy?-po raz pierwszy chyba od kiedy przebywaliśmy w swoim towarzystwie Simon powiedział coś w naturalny sposób.
-W mieszkaniu mojego przyjaciela, on teraz jest w trasie koncertowej, a jego dom jest strzeżony chyba równie dobrze co Pałac Buckingham-zażartowałem.
-Em właściwie co miałaś na myśli mówiąc, że oni chyba nie żyją?-wszyscy automatycznie staliśmy się śmiertelnie poważni. Nikt chyba tak naprawdę nie chciał o tym rozmawiać.
*retrospekcja* <klik-muzyka aby wczuć się w klimat>
Czułem na dłoniach coś gorącego i lepkiego pomimo, że wiedziałem o tym że jestem już bezpieczny, że leżę w łóżku w przytulnym mieszkaniu ale bałem się otworzyć oczy, przesunąłem tylko dłonią po pościeli aby pozbyć się tego okropnego uczucia, przez przypadek natrafiłem na czyjąś dłoń. To dłoń Emmy, wiedziałem, że to co zrobiłem było okropne ale gdybym tego nie zrobił stało by się coś, co zniszczyło by jej życie. Nie chciałem na to pozwolić. A właściwie nie mogłem na to pozwolić. Znam ją od kilku dni ale już uświadomiłem sobie ile dla mnie znaczy. Tylko dlaczego ten cały Simon jest dla niej tak ważny? Dlaczego wciąż jest tak smutna kiedy opowiada o ich związku, o tym jak się rozstali. Mówi, że nie chce do niego wrócić ale czy tak czuje? Ona jest wyjątkową kobietą i zasługuje na wyjątkowe traktowanie, a ten dupek? Przez niego ona mogła umrzeć... <już możesz wyłączy muzykę>
-Jesteśmy na miejscu-wszyscy podskoczyliśmy, a więc nie tylko ja zająłem się analizowaniem ostatnich wydarzeń-musimy zaczekać tylko na Rob'a i możemy iść na górę. 


*Emma*
Siedzieliśmy na przeciwko siebie, ja i Simon. Przez ten czas nie zauważałam Ed'a siedzącego obok mojego byłego chłopaka. Rozmawialiśmy o tym co się stało, o tym co będzie z nami przez najbliższy czas ale ja wciąż myślałam o tym czy czuję coś jeszcze do Simon'a oraz o tym kim jest dla mnie Ed. Jestem już pewna swoich uczuć. Kocham Simona. Tak, może jestem głupia ale na prawdę go kocham. Kocham miłością taką jaką kocha się brata, a może przyjaciela. W końcu nie da się wymazać wspólnego czasu, tego co nas połączyło. A co do Ed'a, on jest wspaniały. Ciężko jest mi z myślą, że zabił przeze mnie dwie osoby. Wiem, że byli skończonymi bydlakami ale to też ludzie... Tylko dlaczego on mnie tak traktuje? Jak przyjaciółkę. Opiekuje się mną, robi wszystko bym czuła się bezpieczna ale daje mi do zrozumienia, że nic pomiędzy nami nie będzie.
-No to ustaliliśmy, skoro na 99% obydwoje nie żyją możemy czuć się bezpiecznie. O tej kradzieży wiedziałem tylko ja i oni, później co było moim największym błędem powiedziałem o tym Em i teraz wiesz jeszcze ty. Czyli Twoi ochroniarze popytają o to na ulicy, gdy potwierdzą nasze przypuszczenia posiedzimy tu jeszcze kilka dni, a później każdy będzie mógł iść w swoją stronę.-podsumował Simon.
-Myślę, że niektórzy z nas pójdą w tą samą stronę.-Ed gdy to mówił uśmiechnął się, dlaczego mi to robi? Nie chcę być z Simonem więc po co on wmawia nam takie rzeczy?
-Więc mogę iść już pod prysznic?-chciałam chwilę pobyć sama.
Wstałam z sofy, weszłam do sypialni w której spałam z Ed'em, zabrałam dres i koszulkę i skierowałam się do łazienki. Gdy stałam pod prysznicem, a strugi chłodnej wody spływały po moim ciele czułam, że zmywają moje problemy, czułam, że za niedługo moje życie wróci do normy, a przynajmniej taką miałam nadzieję.
Gdy wróciłam do chłopaków Ed palił jointa, a Simon zupełnie to ignorował i rozmawiał z nim jak gdyby to był zwykły papieros. Pomimo tego, że prowadzili normalną rozmowę widać było, że za sobą nie przepadają, jednak jeśli mamy mieszkać razem  co najmniej tydzień muszą się tolerować. Usiadłam pomiędzy nimi i wyjęłam skręta z dłoni rudzielca, wtedy poczułam, że Simon zamraża mnie wzrokiem ale postanowiłam to zignorować, chciałam się rozluźnić.

~
Kolejny rozdział! 
Ostatnio tracę zapał do pisania i mam wrażenie, że robię to coraz słabiej, zresztą też zauważyła spadek w statystykach, a więc po prawej dodałam  ankietę-jeśli  czytasz mojego bloga poproszę o kliknięcie :) 
Podoba Wam się pomysł z muzyką dla wprowadzenia odpowiedniego nastroju? 
Pozdrawiam :))



niedziela, 10 marca 2013

6.

*Lily*
-Cholera co się z Tobą dzieje!-Krzyknęłam rzucając telefon na łóżko.
Od dokładnie 28 godzin Emma nie odbierała ode mnie telefonu, wiedziałam, że stało się coś złego. Ostatnim naszym kontaktem był jej sms Nie wiem skąd w moim życiu wziął się ten facet ale jest świetny xx.
Po chwili usłyszałam dźwięk dzwonka, spojrzałam na wyświetlacz-nie miałam zapisanego tego numeru. Ale wiedziałam, że powinnam odebrać.
-Lily, to ja Emma.-Powiedziała bardzo szybko.
-Gdzie ty jesteś, co się z Tobą dzieje?-powiedziałam prawie bezdźwięcznie.
-Nie mogę Ci nic powiedzieć ale musisz mi zaufać i coś dla mnie zrobić, znajdź Simona ale bądź ostrożna i powiedz, że jego obawy właśnie się realizują i że musi do mnie zadzwonić, podaj mu ten numer. Telefon włączę za 2 godziny ale tylko na 20 minut jeśli nie znajdziesz go lub będzie Ci coś groziło zadzwoń i pomogę Ci się ukryć-ja jestem już bezpieczna. Kocham Cię i uważaj na siebie.
Rozłączyła się, a ja nie miałam pojęcia o czym do mnie mówiła. Jakie obawy? Co miała na myśli? Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Simona- jego telefon był wyłączony, a więc wzięłam kluczyki od samochodu, plecak i szybko ubrałam trampki było bardzo zimno od razu żałowałam, że nie zabrałam kurtki ale nie miałam czasu by po nią wrócić. Jeśli będę miała szczęście do mieszkania Simona dotrę za godzinę, a więc zostanie mi mało czasu na jakiekolwiek inne poszukiwania. Jechałam bardzo szybko, po dokładnie 65 minutach stałam pod budynkiem w którym mieszkał. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka- zapukałam do drzwi-po drugiej stronie cisza. Próbowałam zadzwonić-telefon był wyłączony. Zapukałam po raz kolejny i zaczęłam go wołać. Usłyszałam jakiś ruch w mieszkaniu.
-Simon, to ja Lily. Słyszysz mnie?- wyszeptałam do zamkniętych drzwi.
-Tak, nie mów już nic, otwieram.
Po kilkunastu sekundach stał przede mną. Był wystraszony, wyglądał jakby od kilku dni nie spał.
-Dzwoniła do mnie Emma i powiedziała, że właśnie Twoje obawy właśnie się realizują-nakreśliłam w powietrzu cudzysłów.
Jego oczy się rozszerzyły do wręcz nieludzkich rozmiarów-właśnie zrozumiałam sens powiedzenia "strach ma wielkie oczy".

*Simon*
Zamknąłem drzwi za sobą i Lily, usiadłem na podłodze i odpaliłem papierosa, wiedziałem, że muszę jej to opowiedzieć ale postanowiłem pominąć pewne elementy aby była bezpieczna, a przynajmniej bezpieczniejsza niż w przypadku poznania całej prawdy.
-Wiesz o moim nałogu-zacząłem opowiadać swoją historie-w czasie kiedy brałem zadawałem się z różnymi typami. Nie potrafię o tym opowiadać. Naraziłem się pewnym ludziom- złym ludziom. Oni trafili do więzienia ale kilka tygodni temu wyszli na wolność. Tyle powinnaś wiedzieć więcej informacji może sprawić, że będziesz w niebezpieczeństwie.
-Kurwa! Jestem już dużą dziewczynką, chce wiedzieć co się dzieje-z jednej strony rozumiałam jej postawę ale nie mogłem pozwolić by narażała się przeze mnie.
-Nie ma takiej opcji. Lepiej powiedz mi jeszcze raz co Emma mówiła przez telefon-chciałem odciągnąć jej uwagę.
-Opowiadałam już dwa razy, lepiej już do niej zadzwoń.
Daj mi swoją komórkę to niebezpieczne dzwonić z mojej. Dziewczyna wykonała moje polecenie, a ja wybrałem numer z którego wcześniej dzwoniła Emma. Po jednym sygnale usłyszałem jej cudowny głos
-Znalazłaś go?-Słyszałem strach, a więc wzbudzam w niej jeszcze jakieś uczucia.
-Tak, to ja. Jeszcze żyję-odpowiedziałem z ironią ale szybko jej pożałowałem.
-Strasznie się cieszę, Simon oni znaleźli mnie ale...-usłyszałem jak wzdycha- oni już chyba nie żyją.
-O czym ty mówisz?
-Jesteś bezpieczny?
-Nie wiem-ale wiedziałem, że nie. Przecież moje mieszkanie będzie pierwszym miejscem w którym będą mnie szukać i jestem pewny, że zamek ich nie powstrzyma.
-Za 30 minut przyjedzie po Ciebie samochód, czarny bus w środku będzie Tom, wygląda groźnie ale sprawi, że będziesz bezpieczny. Przywiezie Cie do mnie i mojego przyjaciela.
-Gdzie jesteś? Jesteś cała? Kim jest Twój przyjaciel? Przepraszam to wszystko moja wina-miałem ogromne wyrzuty sumienia.
-Ciii... Za niedługo się spotkamy i porozmawiamy. Myślisz, że Lily jest jeszcze bezpieczna?
-Tak ona tak, powiem by wróciła do domu, niech lepiej nie przebywa w moim towarzystwie.
-Za 28 minut wyjdź na ulicę.
-Jak poznam tego Tom'a?
-Spokojnie, na pewno go poznasz-usłyszałem jej cichy chichot.
Przerwała połączenie.
-Jedź do domu i nie dzwoń ani do mnie ani do Emmy, gdy to wszystko się uspokoi odezwiemy się-podszedłem do niej, objąłem ją i pocałowałem w czoło, jej zapach przypomniał mi to co stało się pomiędzy nami. To było kila dni temu, a ja mam wrażenie że minęły całe lata.
-Dobrze-byłem zaskoczony jak szybko ją przekonałem. Wyjęła z mojej dłoni komórkę, zebrała swoje rzeczy i poszła w kierunku drzwi. Widziałem jak rękawem ściera łzę z policzka. Wziąłem głęboki oddech, zatrzasnąłem drzwi i spakowałem kilka najpotrzebniejszych przedmiotów. Spojrzałem na zegarek-już czas. Ostatnie spojrzenie na mój dom. To było wspaniałe miejsce, wszystko przypominało mi o tym jak budowałem życie na nowo z moją kobietą-najwspanialszą osobą na świecie. Zdawałem sobie sprawę z tego jak wiele dla mnie poświęciła i naprawdę to doceniałem. Szybko tu nie wrócę-pomyślałem. Wyszedłem i postanowiłem zamknąć drzwi na klucz chociaż wiedziałem, że ich nie zatrzymają.
Punktualnie o umówionej godzinie zobaczyłem duży czarny samochód, a w środku czarnoskórego mężczyznę który-o zgrozo- uśmiechnął się do mnie, i pokazał swoje duże białe zęby, a więc to musi być Tom-pomyślałem. Zatrzymał się gwałtownie i w tym samym momencie rozsunęły się drzwi, a w środku zobaczyłem Emme i... w środku z moją dziewczyną, yy... w środku z moją byłą dziewczyną siedział Ed Sheeran. Skąd ona go wytrzasnęła?!

~
Cieszę się, że udało mi się Was zaskoczyć zakończeniem poprzedniego rozdziału. 
To już 6 rozdział nawet nie zauważyłam jak szybko minęło te kilka tygodni od założenia bloga.
Zdradzę Wam tajemnice kolejnego rozdziału, w nim Emma dowie się, że Ed jest wokalistą rozpoznawanym na świecie. 
Czy waszym zdaniem powinnam coś zmienić?

środa, 6 marca 2013

5.

Maybe one day you'll understand why
Everything you touch, oh it dies


*Simon*
Nie potrafię zrozumieć jak mogłem ją zdradzić. Przecież ona jest całym moim światem, to dzięki niej dzisiaj żyję jak każdy inny. Dzięki niej wyszedłem na prostą, to ona była moim jedynym celem aby się z tego uwolnić. To wszystko było dla niej. Muszę ją odzyskać-Emma kocham Cie!

*Emma*
Nie mam pojęcia jak długo byłam nieprzytomna. Kiedy zaczęłam się budzić poczułam obrzydliwy zapach wilgoci zmieszany z przyjemnym zapachem męskich perfum. Leżałam na zimnej betonowej posadzce ale czułam, że pod głową mam coś miękkiego i ciepłego, ktoś głaskał mnie bardzo delikatnie po włosach... Bałam się otworzyć oczy. Leżałam tak kilka minut, czekałam na jakiś rozwój sytuacji, jednak nic się nie działo. Odważyłam się i lekko uchyliłam powieki, zorientowałam się, że moja głowa jest oparta o czyjeś uda, widziałam ciemne jeansy i parę znoszonych już adidasów firmy Nike. Byliśmy w strasznie zaśmieconym pomieszczeniu, pod ścianami ustawione były regały, a na nich walało się mnóstwo przedmiotów, począwszy na jakiś starych ubraniach, poprzez puste butelki, a kończąc na książkach i starych płytach. W drugim końcu tej pakamery stał stary stół, a obok uschnięta choinka bożonarodzeniowa.Powoli zaczęłam obracać głowę by zobaczyć czy tym mężczyzną na którego nogach leżę jest ten, kogo się spodziewam. Tak, to był on. Intrygujący rudzielec z hipnotyzującymi tęczówkami. Przez chwilę nie robiliśmy nic tylko patrzyliśmy sobie w oczy, nie wiedziałam czy to jego wina, że tu jesteśmy. Zastanawiałam się czy znów spotkałam kogoś kto będzie wplątywał mnie w swoje niezbyt czyste interesy-no bo skoro nie chce mówić o swoim zawodzie musi mieć jakiś powód w ciągu tych kilku chwil przez moją głowę przeszła lawina myśli. Z zawieszenia wyrwał mnie jego głos:
-Jak się czujesz?-Nie potrafiłam odczytać emocji z jakimi zadał mi to pytanie.
-Nie wiem...-urwałam-gdzie jesteśmy?
-W jakiejś piwnicy, nie wiem dokładnie bo zasłonili mi twarz.-Nadal był dziwnie spokojny, zero emocji.
-Wiesz czego od nas chcą,-zaczęłam powoli się podnosić-prawda?-Teraz byłam już z nim twarzą w twarz.
-Nie ale się domyślam.-Jego twarz nadal pozostawała kamienna jednak w oczach widziałam smutek i poczucie winy. Jak się później okazało te emocje były zbędne. Odwrócił wzrok.
-Boję się.-Nie wiem dlaczego to powiedziałam, zazwyczaj zgrywałam się i nie pokazywałam strachu.
-Dopóki żyję nie pozwolę Cie skrzywdzić.-Znów patrzył mi w oczy.
Usłyszeliśmy dźwięk klucza otwierającego zamek i do naszego więzienia weszło dwóch osiłków ubranych w czarne skóry. Poznałam jednego z nich. Wiedziałam dlaczego tu jesteśmy.

*Ed*
Kiedy Ci kolesie weszli, my staliśmy już prawie na baczność. Gdy ich twarze oświetliło słabe światło żarówki którą nam zostawili włączoną Emma prawie zemdlała ze strachu. Objąłem ją mocno w tali by nie osunęła się na posadzkę. Poznała ich, w przeciwnym razie by tak nie zareagowała.
-Stary, popatrz jakie gołąbeczki-wybuchł idiotycznym śmiechem-a co o tym myśli Simon?
Kim do cholery jest Simon?-zastanawiałem się jednak wolałem nic nie mówić.
-Nie jestem już z Simonem-usłyszałem niepewny głos Emmy.
-To niedobrze kochanie bo my właśnie w jego sprawie-podszedł do niej i chyba chciał ją objąć, odepchnąłem go.
-Nie dotykaj jej-krzyknąłem do niego, chciałem zgrywać odważnego, a właściwie tak się czułem.
-Nie rozśmieszaj mnie chłopczyku!-złapał mnie za ramiona i rzucił w jeden z regałów, chyba straciłem przytomność bo nie pamiętam tego co działo się przez następne kilka minut.
Gdy się ocknąłem leżałem na podłodze otoczony stłuczonym szkłem i innymi przedmiotami które spadły wraz ze mną z szafki. Jednak to co działo się po drugiej stronie tego pomieszczenia mnie przeraziło, Emma leżała na stole, a tych dwóch obleśnych typów się do niej dobierało. Widziałem jej oczy-była bliska płaczu, chciała bym jej pomógł ale byłem prawie bezsilny. Jednak przyszedł mi do głowy szalony pomysł, złapałem jedną z nadtłuczonych butelek i rzuciłem się na stojącego bliżej mnie faceta. To były ułamki sekund, wiedziałem, że jeśli nie zabiję go on skrzywdzi tą bezbronną kobietę. Jednym szybkim ruchem przejechałem butelką po jego szyi, upadł na kolana, zaczął się dusić, a w okół było pełno krwi. Jego kumpel był zaskoczony, a może przerażony, a może i to i to? Złapałem stojący niedaleko wielki kryształowy wazon i uderzyłem go w głowę. Przez moment się nie ruszał tylko patrzy tępym wzrokiem przed siebie, a następnie osunął się po ścianie na posadzkę. Emma była cała roztrzęsiona, spojrzała na dwa nieruchome już ciała, a następnie na mnie, chyba mnie też się bała.
-Nie zrobię Ci krzywdy, chciałem Cie po prostu ratować, nie bój się.-Powiedziałem spokojnie i podałem jej rękę.
Zeskoczyła ze stołu ponad kałużą krwi szybko poprawiła ubranie i wybiegliśmy z tej piwnicy. Zachowywaliśmy się cicho, jednak budynek był pusty, byliśmy zaskoczeni bo po wyjściu okazało się, że jesteśmy zaledwie przecznicę od mieszkania Emmy. Zadecydowałem jednak, że pojedziemy do mnie bo tam będzie bezpieczniej. Gdy siedzieliśmy w moim samochodzie ona zapytała:
-Dlaczego zachowujesz się jakby zabijanie było Twoją codziennością?

~
Jak zwykle czekam na jakieś uwagi :)

sobota, 2 marca 2013

4.

*Ed*
Zadzwoniłem po taksówkę, pożegnałem się z Jordanem, tak właściwie to od czasu kiedy on u mnie pomieszkuje czuję się w pewnym sensie bezpieczniej, bo wiem, że on nie pozwoli mi znów do tego wrócić.
Zabrałem papierosy, portfel i telefon wyszedłem na zewnątrz bo przed przyjazdem taksówki chciałem jeszcze zapalić papierosa. Po kilku minutach byłem już w drodze do Emmy, a więc wysłałem jej sms Będę u Ciebie za ok. 30 minut x odpisała mi Bardzo się cieszę i czekam już x. 

*kilka godzin wcześniej*
*Emma*
-Nie wiem co mnie ugryzło, że zaprosiłam go do siebie.-Powiedziałam do Lilly.
 Inni mogą dziwić się, że wybaczyłam zdradę przyjaciółce ale ja naprawdę jestem jej wdzięczna za to co się stało. Moglibyście mi zarzucić, że skoro jej wybaczyłam to dlaczego nie zachowałam się tak samo w stosunku do Simona. Powód jest prosty, nie kocham go. Podobno miłość nie przychodzi i nie odchodzi z dnia na dzień ale w moim przypadku tak było. Nasz związek był czymś wspaniałym, doskonale wiedzieliśmy że jesteśmy sobie potrzebni. On pomógł mi po stracie taty, a ja pomogłam mu w rzuceniu uzależnienia. Doskonale pamiętam dzień kiedy wziął ostatnią tabletkę extasy, pamiętam, że zanim ona zaczęła działać płakał i prosił mnie o pomoc. Nie mogłam mu odmówić. Poradził sobie z uzależnieniem szybko po ok. roku był 'czysty' i mogliśmy spróbować stworzyć związek, pomimo tego, że byliśmy młodzi mieliśmy za sobą kilka trudnych historii.
-Już teraz tak nie mów, zaprosiłaś go, koniec. Stało się. Lepiej zastanów się co przygotujesz na kolację.-Przyjaciółka próbowała mnie uspokoić.
-Chyba zapiekankę z brokułami, to jest potrawa która wychodzi mi najlepiej, zresztą sama wiesz.
-No tak, masz rację.-Lily uśmiechnęła się do mnie.
-W taki razie naszymi planami na dzisiaj będzie wypad do supermarketu-zażartowałam.

*godzina 20, tego samego dnia* 
*Ed*

Po drodze kupiłem Emmie mały bukiecik kwiatów, nie wiem jakich, nie znam się. Stałem pod drzwiami jej mieszkania, denerwowałem się. W końcu wziąłem głęboki oddech i zapukałem. Po chwili usłyszałem dźwięk klucza przekręcanego w zamku i drzwi się otworzyły. Moja nowa znajoma była jeszcze piękniejsza niż ją zapamiętałem. Przywitała mnie promiennym uśmiechem
-Wejdź, zapraszam.-objąłem ją delikatnie i poczułem piękny zapach jej perfum, ona pocałowała mnie w policzek.
-Ładnie mieszkanie-powiedziałem.
-Dziękuje bardzo, napijesz się czegoś?-Mówiąc to, nalewała mi już soku.-Usiądź do stołu, a ja już wyciągam zapiekankę z piekarnika.
Przygotowana przez Emmę kolacja była przepyszna, jedząc rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Było naprawdę świetnie. Gdy zjedliśmy, a dziewczyna włożyła naczynia do zmywarki zaproponowałem spacer, bo to był naprawdę piękny wieczór, a jak się dowiedziałem Emma też lubiła nocne spacery.

                                                                    *Emma*
Szliśmy ciemnymi uliczkami miasta które uwielbiałam, nie mieszkam tu od urodzenia ale kocham je bardziej niż swoje rodzinne miasto. Uwielbiam jego nocne życie, często wieczorami zamiast seksownej sukienki ubieram dres i oglądam ludzi wchodzących do klubów, ludzi którzy szukają szczęścia. Na ich twarzach widać to jaki dzień mają za sobą.  
Ale dziś sama szukałam szczęścia, spacerując w objęciach chłopaka którego widziałam drugi raz w życiu. Wiedziałam co lubi ale nie wiedziałam jak ma na nazwisko, właściwie on też nie znał mojego, nie wiedziałam czym się zajmuje, z czego się utrzymuje. Nie chciał o tym rozmawiać, nie wiem dlaczego. Cieszyłam się każdą sekundą tego wieczoru aż do momentu kiedy mocny ból w głowie mnie sparaliżował i poczułam, że upadam w ostatniej chwili zobaczyłam, że jakiś przerośnięty facet przyciska srebrzyste ostrze do szyi Ed'a. Moją ostatnią myślą było właśnie takie uczucie towarzyszy umieraniu.



~

Bardzo dziękuje za komentarze i wyświetlenia, sprawiają mi bardzo dużo radości bo przynajmniej wiem, że nie piszę dla samej siebie no i Darii ;)