-Dlaczego jej na to pozwalasz?-zapytał Simon.
-Chodzi Ci o jaranie? Przecież jest dorosła. Chyba to lepsze od alkoholu-Ed był przekonany, że ma racje.
-Nie mówcie o mnie w trzeciej osobie. Słyszę was i potrafię o siebie zadbać!-wydarzenia ostatnich tygodni sprawiły, że dziewczyna stała się bardziej nerwowa, jeszcze nie do końca mogła pogodzić się ze swoim położeniem.
-Przepraszam, kochanie ale nie chcę pozwolić by ten dupek zniszczył Ci życie-niepewnie powiedział Simon.
-Chyba się przesłyszałam-Emma posłała mu spojrzenie pełne pogardy.
-Nie rozumiem.
-Proszę nie żartuj- była zażenowana tą sytuacją. Wstała i podeszła do okna, na zewnątrz zobaczyła samochód zaparkowany kilkadziesiąt metrów od wejścia do domu, a w nim dwóch na oko 30-letnich mężczyzn. Gdy zastanawiała się kim są usłyszała, że ktoś do niej podchodzi i wyciąga jej z dłoni skręta.
-Ten za kierownicą to Robert-usłyszała głos Ed'a- nie pamiętam imienia tego drugiego.
-W porządku. Wiecie co? Nie chcę tu być. Wasze zachowanie doprowadza mnie do szału. Zachowujecie się w taki sposób, że nie wytrzymam z Wami ani minuty dłużej! Nie musicie nic mówić, widzę jak na siebie patrzycie to nie do zniesienia! Nie będę z Wami ani minuty dłużej! Gdy się dogadacie wtedy możecie do mnie przyjść!-krzyczała zdecydowanie głośniej niż wymagała tego sytuacja. Wybiegła z salonu, zatrzaskując za sobą drzwi sypialni którą dzieliła z Ed'em.
*Emma*
Co się ze mną dzieje? Jestem jak rozwydrzona trzynastolatka. Powinnam doceniać co Ed robi dla mnie, a jednak obrażam się i krzyczę na niego. W momencie kiedy przez moją głowę przechodziły te myśli wybuchłam płaczem. Leżałam na łóżku gapiąc się w sufit i rozważając czy nie powinnam popełnić samobójstwa. Miałam wrażenie, że moje życie już nigdy nie wróci do normy. Straciłam poczucie czasu. Nie wiem ile czasu trwały moje rozważania. Usłyszałam nieśmiałe pukanie do drzwi pokoju, które po kilku sekundach otworzyły się:
-Możemy wejść?
-Tak-powiedziałam tak cicho, że nie jestem pewna czy to usłyszeli, jednak ukradkiem otarłam zły z policzków mając nadzieję, że ze względu na mrok panujący w pokoju nie zauważą, że płakałam.
-Tom tu był.
-I?-usiadłam na łóżku.
-Jesteśmy bezpieczni.
-Czyli oni...-urwałam.
-Tak-gdy Simon to powiedział przestałam tłumić płacz, a łzy jawnie spływały stróżkami po moich policzkach.
-Już dobrze-Ed objął mnie, a ja wtuliłam się w niego mocno.
-Już nic nie będzie dobrze. Przeze mnie zabiłeś człowieka. Dwóch ludzi. To wszystko moja wina-mówiłam przez łzy.
-Nic nie jest Twoją winą Em i wszyscy doskonale o tym wiemy-po słowach Simona w pokoju zapanowała cisza, a po chwili chłopak zaczął uciekać z mieszkania.
Próbowaliśmy go zatrzymać, jednak udało mu się w jakiś sposób wymknąć. Całą noc jeździliśmy po mieście próbując znaleźć miejsce w którym się ukrył. Byliśmy chyba wszędzie. Dokładnie o 6:57 dostałam od niego sms Przepraszam za wszystko. Przepraszam Ciebie i Ed'a. Tak naprawdę jest w porządku typem, nie wiem czy potrafiłbym zrobić dla kogoś coś co on zrobił dla mnie. Dziękuje. To już koniec mojej drogi ale ty bądź szczęśliwa. Kocham Cie Skarbie i nigdy nie przestałem.
Gdy przeczytała go na głos od razu przypomniało mi się gdzie jest.
-Musimy zdążyć! Jedź nad rzekę, takie miejsce za miastem, pokieruję Cie-krzyczałam do kierowcy, z desperacją próbując się dodzwonić do Simona.
~
Po tygodniu ciszy prezentuję ten oto krótki rozdział. Co o nim myślę? Nie wiem.
Jedak całkiem prawdopodobne, że przez dłuższy czas nic nie dodam. Po prostu chyba brakuje mi motywacji do pisania.
Tears don't mean you're losing, everybody's bruising,
Łzy nie znaczą, że przegrywasz, każdy jest posiniaczony,
Just be true to who you are.
Just be true to who you are.
Po prostu bądź szczery z samym sobą.
Wiesz, że te słowa są do Ciebie. Pamiętaj, że nie możemy się poddać. Zrobię wszystko co potrafię aby pomóc Ci to rozwiązać.
