UWAGA

Blog może zawierać treści nie odpowiednie dla osób poniżej 18 roku życia.

Autor bloga nie ma na celu propagowania negatywnych wzorców.

Blog jest fikcją inspirowaną prawdziwymi postaciami/wydarzeniami.

Wszystkie przedstawione sytuacje są jedynie literacką fikcją.


środa, 27 lutego 2013

3.

*Emma*
-Tak, słucham?-Powiedziałam zaniepokojona tym kto do mnie dzwoni.
-Dobry wieczór, dzwonię z Fish&Chips, niestety muszę odwołać pani zamówienie ponieważ mamy awarię prądu w lokalu.
-Ale ja niczego nie zamawiałam.
-Och, w takim razie przepraszam za pomyłkę i życzę udanego wieczoru.
-Na pewno.-Wysyczałam ze złością
-Słucham?-Odpowiedział zaskoczony głos po drugiej stronie słuchawki.
-Nie ważne, dobranoc.-Rozłączyłam się.
Dlaczego zachowałam się w tak idiotyczny sposób? Co mi zrobił ten biedny chłopak, że tak go potraktowałam? Chyba po prostu potrzebowałam się na kimś wyżyć, a on się sam podsunął. Ponownie włączyłam film i nie wiem nawet po jakim czasie usnęłam.
Ze snu wyrwał mnie ponownie dźwięk telefonu, znów to samo- numer nieznany, spojrzałam na zegarek była 02:15. Nie chciałam odbierać, bałam się. Od czasu kiedy TO się stało nie chcę odbierać telefonów dzwoniących później niż 21. Wiem, że to dziwne. Odrzuciłam połączenie i wyłączyłam telefon.
Poszłam do sypialni, zdjęłam ubranie i wślizgnęłam się w mięciutką pościel. Ale nie mogłam spać, mnóstwo razy budziły mnie jakieś niepokojące dźwięki, głupie sny, a w dodatku ta burza! Od dziecka bardzo boję się burz, a ta jest pierwsza od czasu gdy mieszkam sama.
Następnego dnia wstałam wcześnie, to co zobaczyłam gdy wyjrzałam przez okno sprawiło, że poczułam się nieswojo, drzewo rosnące przed moim domem zostało złamane przez wiatr i leżało na drodze, w okół było pełno połamanych gałęzi i śmieci.
Postanowiłam wziąć  prysznic, później zjadłam śniadanie i rozsiadłam się na sofie w salonie, zamierzałam oglądać TV ale przypomniało mi się, że nocna wichura zerwała linie wysokiego napięcia. Chwyciłam więc swój telefon, a na myśl jakie informacje mogą tam na mnie czekać przeszedł mnie zimny dreszcz. Miałam jeden sms, od Lily. Przed przeczytaniem spojrzałam na godzinę nadania, chciałam wiedzieć czy to ona mnie niepokoiła w nocy ale wiadomość od niej była wysłana zaledwie 4 minuty wcześniej, a brzmiała tak: Dzień dobry Kocie, może wyjdziemy gdzieś teraz bo dostałam dzień wolnego? x właściwie to sama zamierzałam do niej napisać ale nie byłam pewna jak pracuje, a wiec odpisałam: Jasne, będę u Ciebie za 15 minut to coś wymyślimy x 

*Ed*
Dlaczego jestem takim tchórzem? Skoro potrafiłem zrobić pierwszy krok powinienem zrobić kolejny! Dobrze, raz się żyje-pomyślałem i wyjąłem z kieszeni telefon, wpisałem numer którego w międzyczasie zdołałem nauczyć się na pamięć, wstrzymałem oddech i liczyłem sygnały połączenia. Odebrała po 3 dźwięku.
-Tak, słucham?- Po usłyszeniu jej głosu na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Cz..Cześć tu Ed, nie wiem czy mnie pamiętasz...-powiedziałem niepewnie.
-O! Cześć! Cieszę się, że dzwonisz.-Była wyraźnie zadowolona.
-Tak? Świetnie, a co byś powiedziała na spotkanie?-Odzyskałem pewność siebie.
-Dzisiaj?-posmutniała- Nie mogę, już się umówiłam z przyjaciółką.
-W porządku, rozumiem-powiedziałem, a tak naprawdę myślałem "Ed jesteś idiotą".
-Ale hmm... Zapraszam do mnie wieczorem przygotuję coś na kolację, co ty na to?
-Jeśli obiecasz, że mnie nie otrujesz- zażartowałem.
-Bardzo śmieszne, podaj mi swój numer, a ja później napiszę Ci sms z adresem i godziną.
-Możesz zapisać?
-Lily, podaj mi kartkę i długopis-usłyszałem w tle, a po chwili-możesz dyktować.
Podałem dziewczynie swój numer, pożegnaliśmy się, rozłączyłem połączenie rzuciłem telefon na łóżko, a sam zacząłem po nim skakać i śpiewać "but I do it for the love, waiting on the gold rush, keep it on the edge, smoking on a roll up".
                                      
Wtedy do pokoju wszedł Jordan, spojrzał na mnie dziwnie, wybuchł śmiechem i zapytał:
-Dobrze się czujesz?
-Właśnie umówiłem się na randkę z najlepszą dziewczyną jaką spotkałem od... od pewnego czasu Kocie!-wykrzyknąłem.
-Haha, zajebiście-powiedział i wszedł z pokoju.
Postanowiłem do niego dołączyć, wiedziałem gdzie jest i  co robi. Po raz kolejny się nie myliłem, siedział w salonie i palił. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, odpowiedziałem skinieniem, a on podał mi skręta, w tej kwestii rozumieliśmy się bez słów.
Inni mówili mi "Ed, ostatnio za dużo palisz" odpowiadałem "Wolę weed od alkoholu, czy to nie dobrze?". Czułem się lepiej odkąd udało mi się przestać pic ale bałem się, że coraz mocniej kontroluje mną marihuana.
Nagle usłyszałem dźwięk nadejścia sms'a, a nadawcą była Emma, w wiadomości napisała swój adres i że będzie czekała na mnie o 20. Ucieszyłem się jak mały chłopiec z nowej paczki klocków Lego. Zaraz, zaraz ja nadal uwielbiam klocki Lego.

~
Mam 4 czytelników! Dziękuje Wam :) Jeśli macie jakieś uwagi dotyczące opowiadania chętnie je przeczytam i będę się cieszyła z każdej wyrażonej opinii :)
x 

sobota, 23 lutego 2013

2.

*następnego dnia*

*Ed* 
Myślę, że Emma to ładne imię. To bez sensu! Ed, człowieku ogarnij się! Przypomnij sobie jaką masz pracę i ile masz wolnego czasu. Mało? No tak właśnie... Nie mogę się z nią spotkać bo... Dobra nie mogę i koniec. Albo zadzwonię do niej i postaram się umówić z nią tak po prostu chcę ją lepiej poznać, a i wiem co jeszcze...
-Ed kochanie, czy jesteś jeszcze na ziemi czy już odleciałeś gdzieś za swoją piękną Emmą?-powiedział do mnie Jordan rzucając butelką w moją głowę i na nieszczęście trafiając.
-Auu! Idioto po pierwsze Emma to nie Twoja sprawa, a po drugie uważaj na moje włosy!- wydarłem jednocześnie zrzucając kumpla z sofy na podłogę i łaskocząc. Dobrze, zdaję sobie sprawę z tego, że to może i jest mało dojrzałe ale lubię go łaskotać bo chociaż jest facetem ma gorsze łaskotki niż nie jedna dziewczyna.
-No dobra wygrałeś ale mnie już puść! Proooszę!-Krzyczał jednocześnie śmiejąc się w zabawny sposób.
-Powiedz:  "Edward'zie Christopher'ze Sheeran jesteś najcudowniejszym mężczyzną jakiego spotkałem, a w dodatku najlepszym muzykiem, a ja nie dorastam Ci nawet do pięt."
-Chyba śnisz!- zacząłem go mocniej łaskotać- Dobra, dobra powiem wszystko co chcesz!
-Słucham?- głupio wyszczerzyłem zęby
-Edward'zie Christopher'ze Sheeran jesteś najcudowniejszym mężczyzną jakiego spotkałem, a w dodatku najlepszym muzykiem, a ja nie dorastam Ci nawet do pięt!
-No dobrze wierzę Ci.- zwolniłem uścisk i pozwoliłem Jordan'owi wstać
-Żartowałem!- wrzasnął i wybiegł z pokoju w obawie, że zacznę go gonić.
Oczywiście nie miałem takiego zamiaru bo tak naprawdę moje myśli były w innym miejscu i z inną osobą.

*Emma*

Jestem pewna, że gdzieś go wcześniej widziałam. Tylko gdzie? Byłam przyjemnie zaskoczona moim świetnym samopoczuciem po wczorajszej imprezie, byłam przyzwyczajona do ogromnego kaca na drugi dzień, a dzięki niemu dziś czuję się świetnie! No właśnie dzięki niemu, tylko kim on jest? Postanowiłam kolejny wolny dzień wykorzystać w jakiś przyjemny sposób, wybrałam zakupy. Wzięłam prysznic, ubrałam się wygodnie, zjadłam lekkie śniadanie- musli z jogurtem i byłam gotowa do wyjścia. Odwiedziłam moje ulubione centrum handlowe ale właściwie nie miałam ochoty na buszowanie po sklepach więc weszłam tylko do mojego ulubionego butiku w którym kupiłam bluzę z kapturem i poszłam na czekoladowego muffina i kawę do jednej z kawiarni. Znów moje myśli analizowały skąd mogę go znać i dlaczego ma tak niesamowite spojrzenie i dlaczego nie dzwoni? Z zamyślenia wyrwała mnie jakaś postać machająca w moją stronę. To był Simon. Moje serce automatycznie przyspieszyło, chyba nie byłam gotowa na spotkanie z nim. Zapytał na migi czy może do mnie podejść. Zgodziłam się, chyba nie miałam innego wyjścia, wiedziałam, że prędzej czy później musimy porozmawiać.
-Przepraszam.-Dlaczego wiedziałam co powie?
-Za co?- Był wyraźnie zaskoczony moim pytaniem.
-Przepraszam, że Cie zdradziłem, przepraszam, że zniszczyłem nasz związek. Proszę wybacz mi, daj mi jeszcze jedną szansę.
-Haha, jak to znajomo brzmi. Czy już kiedyś tak do mnie nie mówiłeś?
-Tak, mówiłem i zrobiłem to dla Ciebie. Skończyłem z tym, nie pamiętasz?-Był zły i miał rację, nie powinnam do tego wracać.
-Przepraszam. Nie powinnam tego mówić ale powinieneś mnie zrozumieć czuję się oszukana.
-W porządku rozumiem, że poniosły Cie emocje.
Nagle przed oczami mignęło mi coś znajomo rudego, widocznie jestem już przewrażliwiona. Musiało mi się coś przywidzieć.
-Simon nie jestem gotowa jeszcze z tobą rozmawiać. Ciągle mam to przed oczami. Ale dzisiaj już wiem, że nie chcę być ze z Tobą. Wiem też, mówię zupełnie poważnie, że powinniście z Lily spróbować spotykać się.
-Nie kpij ze mnie, naprawdę żałuje tego co się stało.
-Wierzę Ci ale to nie o to chodzi. Chcę już iść ale przytul mnie; nie będę udawać, brakuje mi Ciebie.
Simon bez słowa wstał i mocno przytulił mnie, poczułam zapach jego perfum- uwielbiam je, to "Aqua di Gio", sama kupiłam mu ten flakon. Przestałam nad sobą panować łzy same zaczęły wypływać z moich oczu, musnęłam ustami jego policzek i wybiegłam. Po raz pierwszy z tego powodu płakałam. To było dziwne uczucie. Weszłam do damskiej toalety, poprawiłam rozmazany makijaż i postanowiłam iść do parku. To był dobry pomysł bo rześkie wiosenne powietrze sprawiło, że poczułam się lepiej. Wyjęłam komórkę i napisałam do Lily: Jak czuje się Twój tata? Potrzebujecie mnie? xxx po chwili odpisała mi: Dziękuje jest lepiej ale tym razem atak spowodował, że woli przebywać samotnie. Nie martw się  jest lepiej xxx. 
Odetchnęłam z ulgą. Postanowiłam iść do domu i obejrzeć jakiś film, po drodze zaszłam do sklepu i kupiłam tabliczkę mojej ulubionej gorzkiej czekolady i karton soku pomarańczowego.
Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi, rozsiadłam się wygodnie na sofie i włączyłam film "Greta" oglądałam go już mnóstwo razy, on pomaga mi gdy czuję się gorzej. 

*ok. 22.05 tego samego dnia*
Usłyszałam dzwonek telefonu, numer nieznanyWystraszyłam się, byłam przyzwyczajona, że taki napis nie oznacza niczego dobrego.

~
Nie mam pojęcia jakie grono osób to czyta. Pomimo wyświetleń nie wiem czy w ogóle ktoś czyta. Wiec ten jeden raz proszę o pozostawienia jakiegoś komentarza :) xxx

niedziela, 17 lutego 2013

1.

*Liliy* 
Dochodzi północ. Nie mogę spac. Wiem, że nie powinnam pozwolić aby to wszystko się tak potoczyło, wiem, że to moja wina. Rozlega się dzwonek telefonu. Kto to do cholery o tej porze! Co?
-Emma, kochanie przepraszam...-wyszeptałam do słuchawki telefonu.
-Stop! Nie po to dzwonię-była dziwnie spokojna.
-Tak? Słucham, coś się stało?
-Nic, a właściwie tak. Chciałabym spotkać się na drinka i porozmawiać. Wiem, że to dziwne ale nie mam do Was pretensji.-to były najlepsze słowa jakie usłyszałam do kilku dni.
-Naprawdę! Jasne, spotkam się z Tobą kiedy tylko powiesz! Wrócisz do Simona?
-Nie, nie wrócę to co się stało uświadomiło mi, że tak naprawdę tego nie chcę.
-Jak to nie chcesz? Przecież...
-Nie rozmawiajmy teraz o tym,-przerwała mi- spotkajmy się jutro o 19, w tym klubie co zawsze.
-W porządku, będę  na pewno, do zobaczenia.-Usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia.
Wyskoczyłam z łóżka tak szybko, że o mały włos nie upadłam na twarz zaplątana w kołdrę i zaczęłam skakać ze szczęścia i krzyczeć "Wybaczyła mi! Wybaczyła!"

*Emma*
Wydaje mi się, że dobrze zrobiłam dzwoniąc do niej. W końcu to moja przyjaciółka, siostra. Chcę się z nią pogodzić. Dlaczego tak szybko przeszła mi złość na nią i Simona? Nie mam pojęcia, a może moja mama miała rację te kilka miesięcy temu, kiedy mówiła, że powinnam rozstać się z Simonem bo nasza miłość zmieniła się w zwykłe przyzwyczajenie, może nie powinnam mówić wtedy tego co powiedziałam? Może gdyby nie ja ona nie dostała by ataku serca? Może dzisiaj miałabym jeszcze kogoś do kochania oprócz Lily? Powinnam położyć się spać, nie mogę znów zacząć się zadręczać wyrzutami sumienia.
*ok. 14 następnego dnia*
Niech to szlag! Jak mogłam nie włączyć tego cholernego budzika?!
- Dzień dobry pani Brown, przepraszam, że dziś nie przyszłam do pracy ale chyba dopadła mnie grypa żołądkowa, dopiero teraz czuję się odrobinę lepiej.
- Grypa żołądkowa? W takim razie nie pokazuj mi się do poniedziałku w restauracji, nie chcę byś pozarażała klientów.
-Nie, wydaje mi się że mogłabym już jutro przyjść.-próbowałam się jakoś wytłumaczyć.
-Nie. Myślę, że to nie jest dobry pomysł. Do zobaczenia w poniedziałek.
-Do zobaczenia.-pożegnałam moją przełożoną.
Byłam wściekła na siebie! Jak mogłam wymyślić coś tak głupiego? Mogłam powiedzieć, że zatrzasnęłam się w domu ale grypa żołądkowa? Trudno. Postanowiłam, dobrze wykorzystać te kilka dni wolnego.
Postanowiłam przygotować się na wieczorną imprezę, chciałam się dobrze zabawić, po 4 latach bezwzględnej wierności z mojej strony stwierdziłam, że mi się to należy!
*18.30*
Do mojej ulubionej małej torebki spakowałam telefon, trochę gotówki ze stołu wzięłam klucz od domu i wyszłam, zatrzaskując drzwi. Moim zdaniem wyglądałam świetnie! Miałam wysokie, pomarańczowe szpilki i czarną sukienkę, włosy spięłam w luźnego koka aby nie przeszkadzały mi w tańcu, pomimo tego, że szłam na imprezę miałam delikatny makijaż.

Wyszłam z taksówki byłam jak zwykle kilka minut przed czasem, było mi zimno więc postanowiłam wejść do środka i napisać Lily sms, że czekam przy barze. Gdy wreszcie udało mi się tam dopchać i usiąść na krześle przy barze moją uwagę przykuł rudzielec siedzący po drugiej stronie sali w bluzie z kapturem, zastanawiałam się jak on się tu dostał w takim stroju ale po chwili zniknął w tłumie, a mi przypomniało się, że miałam napisać do Lilly. Gdy wyciągnęłam telefon na wyświetlaczu napisane było "Masz 1 nową wiadomość tekstową", kliknęłam "Otwórz" i przeczytałam: Przepraszam, nie mogę przyjść mój tato znów miał atak, muszę z nim zostać baw się dobrze-on czuje się już lepiej xxx Zrobiło mi się smutno ale nie miałam czasu się nad tym zastanawiać bo oto ten tajemniczy rudzielec stanął przede mną, wyciągnął rękę i powiedział w bardzo pewny siebie sposób
-Cześć, jestem Ed, ty chyba też przyszłaś sama więc może mogę się dosiąść?
W "normalnej" sytuacji na pewno bym go spławiła ale miał w oczach coś tak niesamowitego, że postanowiłam spędzić ten wieczór w klubie z nim.
-Jestem Emma, może zatańczymy?-Powiedziałam szybciej niż pomyślałam ale zanim zdążyłam się zorientować byliśmy już na parkiecie.
Tańczyliśmy około godziny bez przerwy, w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam, że muszę się czegoś napić.
-Na co masz ochotę?-zapytał.
-Proponuję whisky! -odpowiedziałam z uśmiechem ale on zrobił dziwną minę i odpowiedział krótko
-Nie piję alkoholu, wezmę sok pomarańczowy.
-Dobrze, w takim razie ja też bawię się dzisiaj na trzeźwo- uśmiechnęłam się do mojego nowego znajomego- Dwa soki pomarańczowe poproszę.-Powiedziałam głośniej do barmana.
*kilka godzin później* 
-Gorąco mi, chodźmy na zewnątrz- zaproponowałam. -W porządku.-mojemu towarzyszowi wyraźnie wrócił humor.
Wyszliśmy z klubu, a chłodne powietrze sprawiło, że przestałam czuć zmęczenie. Szliśmy przed siebie rozmawiając doszliśmy do mojego ulubionego miejsca-pobliskiego skweru. W dzień było tutaj mnóstwo ludzi, ale w nocy nie było nikogo, usiedliśmy na ławce, a on z kieszeni wyciągnął mały woreczek.
-Co to jest?-Zapytałam
-Marihuana, nie piję ale czasami palę. Próbowałaś kiedyś?
-Tak.-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A masz ochotę dzisiaj?
-Tak, w sumie tak- latarnia ustawiona niedaleko oświetlała jego twarz i te niesamowite oczy, nie mogłam odmówić.

*Ed*
-Czym się zajmujesz?-zapytała pomiędzy zaciągnięciami skrętem
Zaczęła się moja szybka walka z myślami, co powinienem powiedzieć?
-I am singer, song-writer.- zarapowałem, postanowiłem spróbować odwrócić to w żart.
-W porządku-zaśmiała się, nie uwierzyła.
Udało się pięć punktów dla mnie! Postanowiłem użyć efektu zaskoczenia i od razu poprosić o numer telefonu.
-A skoro już ustaliliśmy, że jestem gwiazdą, może dasz mi swój numer telefonu?
-Podobno gwiazdą się nie odmawia, a więc dobrze.- Dała mi swoją wizytówkę-muszę już iść moja gwiazdo-wstała pocałowała mnie w policzek i odeszła, nie zdążyłem nawet powiedzieć słowa, a jej już nie było.

czwartek, 14 lutego 2013

PROLOG

Doskonale  pamiętam ten dzień w którym się poznaliśmy. Pamiętam to jak dziwnie się czułam... Inni nazywają to motylami, a ja wolę używać nazwy mdłości. Nigdy nie byłam romantyczna, to nie dla mnie. Ale ty, ty jesteś inny. Czy Cie kocham? Nie wiem. A to wszystko co się stało później? Potrafimy zapomnieć?  Nie chyba nie ja. Pamiętam co czułam gdy Was zobaczyłam. Mój przyszły mąż, człowiek którego darzyłam niespotykanym wręcz uczuciem, z moją przyjaciółką znamy się od urodzenia, byłyśmy jak siostry. Nie mam już Was. Ale nie tęsknie, to dziwne. Myślałam, że jestem od Was uzależniona ale chyba się myliłam. Im dłużej się nad tym zastanawiam tym coraz bardziej mi się wydaje, że cieszy mnie taki obrót spraw. Jestem wolna. Znów po tych 4 latach związku mogę iść wreszcie spokojnie do klubu rozmawiać z kim chcę, tańczyć z kim chce, robić co chcę. Nie byłam gotowa na małżeństwo mam dopiero 21 lat, chcę się bawić. To koniec. Jestem szczęśliwa. To dziwne. Powinnam teraz płakać i nienawidzić Was. Może umówię się z nią na kawę i pogadamy? Fajnie jeślibyście byli razem, pasujecie do siebie. Tak, ona też lubi spacery o zachodzie słońca i tym podobne głupoty. Tak, jutro do niej zadzwonię i jej to powiem albo nie, zrobię to teraz.